Córciu, kiedy wreszcie będziesz w ciąży?

autor: Paulina Wójtowicz , 2009-10-19
Córciu, kiedy wreszcie będziesz w ciąży?
Dziewięć miesięcy po ślubie – to wedle stereotypów najlepszy czas na dziecko. Ewentualnie rok, chociaż to już trochę za długo. A może poczekać jeszcze dłużej? Można, ale tego rodzina i znajomi na pewno nie pozostawią bez komentarza. Pytania o to, czy to już nie najwyższy czas na dzidziusia spędzają sen z powiek młodym, którzy choć są kilka lat po ślubie, nie doczekali się jeszcze potomstwa.

Jeszcze nie czas

- Jesteśmy dopiero dwa lata po ślubie. Jeszcze nie zdążyliśmy się sobą nacieszyć, przywyknąć do myśli o wspólnym życiu, dorobić, a już pojawiają się pytania, kiedy wreszcie będę w ciąży. Każdy zjazd rodzinny kończy się sugestiami i żartami typu „Coś chyba w nocy próżnujecie”. To strasznie irytuje – opowiada Monika.

Takie zwierzenia młodych mężatek słychać coraz częściej. U większości z nich, podobnie jak u Moniki, jeszcze się „nie złożyło”. Albo pracy jest za dużo i nie ma czasu na dzieci, albo – wręcz przeciwnie – nie ma jej w ogóle i ciężko oszczędzić coś na kosztowne przecież powiększenie rodziny. Wychodząc z założenia, że planowanie rodziny jest sprawą intymną i zamkniętą w małżeńskiej sypialni, młodzi małżonkowie są pewni, że jest to wyłącznie ich sprawa i nikt nie powinien o to wypytywać. I coraz częściej dochodzą do wniosku, że bardzo się mylą.

Jeszcze pokolenie temu – w czasach młodości rodziców dzisiejszych 20-25-latków – sprawy nie było. Nikt nie zaglądał nikomu do sypialni, bo i nie było ku temu powodów – panny wychodziły młodo za mąż, rodziły pierwsze dziecko w niecały rok po ślubie, a kolejne w następnych latach, z dokładnością niemalże co do miesiąca. Dlatego dziadków, rodziców, ciotki i wujków tak bardzo dziwi, że młodzi coraz dłużej czekają z decyzją o powiększeniu rodziny, i to zupełnie bez powodu. Ale czy rzeczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny?

Ciąża to nie koncert życzeń

„W moim mieście ludzie mówią, że gdy wiszą zapowiedzi, to na pewno wpadli. A gdy po ślubie nie ma dziecka, to że kobieta nie może. I jak tu wszystkim dogodzić?”

Klaudia jest już po trzydziestce i – według opinii środowiska – już dawno powinna odchować pierwsze dziecko. Ale jej się nie spieszyło. – Kiedy większość moich koleżanek rodziła, ja czułam ogromną chęć doświadczania życia. Dopiero wtedy mogłam sobie na pewne rzeczy pozwolić, podróżować, eksperymentować, korzystać z życia bez żalu, że macierzyństwo zmusza mnie do dokonywania wyborów. Ustabilizowałam się, spróbowałam, czego chciałam i mam już ukształtowaną wizję siebie i rodziny. Gdybym została matką dziesięć lat temu, byłabym teraz kimś innym. A moje macierzyństwo byłoby raczej wielką improwizacją – mówi.

To oczywiste, że dla jednych czas na rodzicielstwo przychodzi szybciej, dla innych nieco później. Ma to dużo wspólnego z dojrzałością. Wiele par bierze ślub w młodym wieku, bo chce razem „wyszaleć się” i „zdobywać” dorosłość. Inne czekają lata, by poznać się i być pewnym swoich wyborów. Decyzja o rodzicielstwie wymaga odpowiedzialności i emocjonalnego przygotowania. O tym, kiedy zapadnie, rozsądzać powinni więc małżonkowie. Także, kiedy chodzi o kolejne dziecko. – Gdy teściowa dowiedziała się, że spodziewamy się synka, była mocno zawiedziona. Niedawno jej córka też urodziła chłopca i ona teraz wolałaby wnuczkę. Niestety, ciąża to nie koncert życzeń dla rodziny i znajomych – burzy się Joanna, dziś mama 6-letniego Roberta.

Są też pary, które po prostu nie chcą mieć dzieci. I jakkolwiek wydaje się to dla innych niezrozumiałe, należy zaakceptować ich decyzję. Basia od lat wysłuchuje komentarzy w stylu: „Zobaczysz, jeszcze zmienisz zdanie” albo „Za parę lat zechcesz, przecież każda kobieta chce mieć dziecko”. Nie ma już siły tłumaczyć wszystkim, dlaczego nie. Ani reagować na sugestie innych mam: „Weź je na ręce, to może się zarazisz i też zechcesz takie mieć”.

Zróbmy sobie wnuka

Najbardziej irytujące są pytania rodziny. Kontaktu z nią nie sposób uniknąć, obrażać się nie wypada, najczęściej więc trzeba robić dobrą minę do złej gry i zapewniać, że starania są i że wkrótce na pewno brzuszek się powiększy. Tym samym presja ze strony bliskich jest najtrudniejsza. Spotkania rodzinne zawsze pozostawiają niesmak. W święta każde życzenia kończą się w ten sam sposób: „No i żebym wreszcie był(-a) dziadkiem/wujkiem/babcią/ciocią”, a rodzinne obiady dobrymi radami i ofertami pomocy („Chyba wam pokażę, jak to się robi”, „A może mąż przyjdzie do mnie na przeszkolenie?”) czy postulatami („No, żeby mi na kolejną rocznicę ślubu chrzest był!”).

Czasem nie wystarczy krótkie wyjaśnienie, by spławić natrętnych znajomych. Jowita nie raz usłyszała pytania: „Czy nie jest ci przykro?”, „Nie boisz się, że zostaniesz sama na stare lata?” Pewna pani „zagroziła” jej nawet, że jeśli nie będzie miała dziecka, to prędzej czy później zostawi ją mąż.

Rodzice i teściowie Uli posunęli się jeszcze dalej. Usiłowali utargować sobie wnuka, przekupując przyszłych rodziców. – Nie dość, że oferowali sporą sumkę miesięcznie, to jeszcze nową rodzinną furkę i pomoc finansową na nasze zachcianki. Prawie jak w filmie „Zróbmy sobie wnuka”. Nie wiedzieliśmy czy mamy się śmiać czy płakać – wspomina.

W niektórych rodzinach istnieją też normy dotyczące liczby posiadanych dzieci. Tak więc nawet małżeństwa wychowujące już dziecko muszą często wysłuchiwać komentarzy i uwag bliskich, poparte takimi argumentami jak: „Teraz, jak już pierwsze trochę odchowane...”, „Skoro już macie większe mieszkanie/wyższe dochody...”, „Przechodzę na emeryturę to pomogę przy kolejnym”, „Jedynak źle się chowa”.

Kiedy bocian nie chce przylecieć

Agnieszka początkowo nie brała poważnie żartów i pytań rodziny męża o ich starania. Był maj, zorganizowali wspólnie rodzinnego grilla, obdzwonili całą rodzinę, mówili, że zależy im, by wszyscy przyjechali. Nie przypuszczała nawet, że ten rodzinny zjazd zakończy się rozczarowaniem i frustracją. Kiedy skończyli obiad, wszyscy zaczęli zacierać ręce, patrzeć na nich wyczekująco i pytać: „I co, macie nam coś do powiedzenia?”. – Nie miałam pojęcia, o co chodzi. Dopiero szwagier wyjaśnił mi, że wszyscy czekają na radosną nowinę o spodziewanym dziecku. Wpadłam w szał. Przecież to były nasze sprawy! – mówi rozżalona. Oboje czekali z dzieckiem, aż się urządzą w nowym domu. A kiedy zaczęli się starać, pojawiła się jakaś blokada. Zaczęły się badania, leczenie, terapie. – Staramy się, ale na razie bezskutecznie…

To druga, zupełnie ignorowana przez ciekawskich bliskich, strona braku potomstwa. Szacuje się, że problem niepłodności dotyka ok. 20% par starających się o dziecko. Dlatego natrętne pytania „kiedy?”, kierowane do leczących się małżonków, bolą podwójnie. Rodzina i znajomi miewają wobec młodych niepokojące oczekiwania, którym ci nie chcą lub, co częściej, nie potrafią sprostać. I nawet prośby, by nie pytali, bo jest problem, są ignorowane. Wiele dziewczyn przebacza taką złośliwość, tłumacząc sobie, że oni wszyscy nie mają pojęcia, co to jest za cierpienie nie móc być matką/ojcem. Dużo trudniej zapomnieć, kiedy ktoś wie, jak to boli, rozumie sytuację, a kłuje.

Jak się z tym uporać? Oburzyć się i kategorycznie zażyczyć sobie zaprzestania pytań i – w konsekwencji – narazić się na plotki za własnymi plecami? Uparcie milczeć i udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy serce kraje się na widok świeżo upieczonej mamy i jej maleństwa? Klaudia ma inną receptę: – Od początku naszych starań mieliśmy tysiące własnych emocji do przepracowania. Nie potrzebujemy zajmować się innymi. Wiedzę o naszych problemach dozujemy w zależności od relacji, stopnia zaufania, bliskości itp. Są przecież osoby, którym informacje o naszych życiowych planach i perypetiach nie są do szczęścia potrzebne, ale nie da się też wiecznie dusić w sobie tej frustracji – warto porozmawiać o tym z przyjaciółką, siostrą, kimś, kto zawsze stanie w naszej obronie. I mieć nadzieję, że pytania znikną tak szybko, jak tylko na teście pojawią się upragnione dwie kreski.

drukuj poleć artykuł

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Wasze komentarze:

Nela28
2009-10-19

Cos wiem na temat tych wiecznych rodzinnych pytan (podczas spotkan rodzinnych, swait czy wakacji)- "kiedy wreszcie bedziecie miec dzidziusia?" No i o slub tez. Jesli chodzi o malzenstwo to zawsze odpowiadam pytajcie mojego faceta przeciez to On ma mi sie oswiadczyc :PPP a jesli chodzi o dziecko to krotko ucinam rozmowe ze w swoim czasie i na kolejne pytania poprostu juz nie odpowiadam :))) Mam to gleboko w d... i moze ktos sie obrazic czy cos ale malo mnie to obchodzi- ja tam sie ciotek czy kuzynek nie wypytuje "a kiedy???" wiec niech i one dadza mi swiety spokoj !!!

Nela28
Yoanna
2009-10-19

Nela28 - doskonale Cie rozumiem :) U mnie tez ciagle pytania "a kiedy?" a bo to juz czas itd. normalnie idzie zwariowac!! z tymze u mnie juz nie ma meczenia o slub bo jestem mezatka no ale o dziecko to sa pytania przy kazdej mozliwej okazji!!! rodzice tez nie proznuja ehhh czasem poprostu mam dosc !! Nela28 a Twoi rodzice tez tak wypytuja czy tylko dalsza rodzina?

Yoanna
Nela28
2009-10-19

O ile Yoanno z moimi rodzicami nie mam problemu bo raz i wyraznie im zakomunikowalam, ze na takie pytania nie odpowiadam (odpuscili) o tyle z przyszla tesciowa jest gorzej tzn. Narazie wypytuje brata mojego faceta i jego zonke przy kazdej mozliwej okazji (chociaz do nas tez czasem niby zartem zagada a co ze slubem?)) wiec juz sobie wyobrazam, ze z nami bedzie podobnie wiec jej tez konktretnie wyperswaduje takie gadki bo jak to mozliwe zeby rodzice moi wogole sie nie wtracali bo uwazaja ze to nasza sprawa a oni beda sie cieszyc kiedy juz nadejdzie czas a tesciowa miala wiecznie z tym problem? Na to napewno nie pozwole :PPP

Nela28
zabka300
2009-10-19

Denerwujace jest takie dopytywanie sie. Kazdy ma swoje zycie i sam podejmuje decyzje.

zabka300
mariloth
2009-10-19

Te niedyskretne pytania są straszne... Tym bardziej, że to błędne koło. Jak już masz dziecko, wszyscy pytają, kiedy drugie...

mariloth
Ziii
2009-10-20

Właśnie problem w tym, że natrętne pytania właściwie nie mają końca :] Na początku dotyczą ślubu (co w naszym przypadku - pary z prawie dziesięcioletnim stażem - bywało bardzo krępujące; zwłaszcza, że to nie ja byłam stroną ociągającą się); a potem już z górki -- o dziecko. I pomimo, że jestem raczej wesoło usposobioną osobą (w dodatku bardzo cierpliwą) to nieraz z ich powodu trafiał mnie szlag. No bo jak zareagować, kiedy 'życzliwa' koleżanka teściowej w rozmowie telefonicznej przez piętnaście minut wykłada... że teściowa cierpi na syndrom pustego gniazda, że najwyższa pora (i wiek!) na dzieci, że musimy zadbać o zdrowie psychiczne teściów... I co odpowiedzieć takiej osobie? To przecież nasza sprawa. Nawet nie rodziców. A już na pewno nie obcych ludzi. Dlatego teraz uczę sie stawiać kwestię jasno. Jeśli ktoś poczuje się urażony - jego problem. Od razu łatwiej się żyje ;]

Ziii
symbiosis11
2009-10-22

Ja tez tak mam, ze jedno dziecko juz jest i pytaja bezszczelnie kiedy bede miec kolejne, szczegolnie ze meza nie mam, a nie jestem z ojcem pierwszego dziecka.

symbiosis11
renia
2009-10-22

Jesli jestesmy na etapie ,ze decyzje o dziecku odkladamy na pozniej to jakos latwiej znosic te wieczne pytania i spojrzenia na nasz brzuszek. Gorzej gdy mimo wielu staran dzidzius sie nie pojawia ale za to pytania i insynuacje na kazdym kroku.To czasem okropnie boli.

renia
domi
2009-10-27

Macie dziewczyny racje,ze bez wzgledu czy ma sie dzieci czy nie to pytania zawsze beda. U nas zaczelo sie zaraz po slubie .Kazde rodzinne uroczystosci nie obeszly sie bez rozmow o dziecku tak jak gdyby nie istnialy inne tematy.Myslicie,ze teraz jest lepiej.Bynajmniej. Moj synek ma dopiero 6 miesiecy a juz pojawiaja sie pytania w stylu:Czy myslicie o drugim dziecku? Moze jak bedzie dwoje to temat bedzie zamkniety?

domi
rokicia
2010-05-19

Z moimi rodzicami nie mam takiego problemu, ale teściowa... nie odpuszcza, a to że "już czas najwyższy", "że w waszym wieku (+lata znajomości) to już jedno do szkoły powinno chodzić", "kiedy będę babcią" itd do znudzenia. Oczywiście teście nie wiedzą że mamy problem, bo dopiero by było. Teściowa potrafi z najdrobniejszej sprawy zrobić megaproblem.

ps myślałam że umiem czytać - 3 kody mi nie weszły :)

~rokicia
emm
2010-08-12

A jak to boli po poronieniu... Kiedy bęziecie mieli dziecko? No i co powiedzieć? Że nam właśnie umarło...

~emm
kinga
2010-09-09

Witam.
W moim przypadku pytania dotycza slubu . Bo niby zareczyny juz byly i dalej cisza. A potem tak calkiem przypadkowo zaczynaja sie pytania o dziecko. No bo skoro odkladamy slub to potem na dziecko moze juz byc za pozno. A przeciez decyzja nie zalezy wylacznie ode mnie ale rowniez od mojego narzeczonego. Tylko ,ze on pytaniami sie nie przejmuje a mnie one wrecz dobijaja.
Kinga

~kinga
kkk
2010-11-06

emm - tak, tak właśnie powiedzieć, żeby poczucie popełnionego skrajnego nietaktu aż w pięty poszło. więcej nie będą się pytać.

~kkk
latte
2011-09-07

W tym tygodniu obchodzimy 14-sta rocznice slubu a Coreczka 6 miesiecy. Nigdy nie bylam narzeczona poniewaz Maz twardo poinformowal mnie, ze "nie jest facetem "do chodzenia"". We wrzesniu bylam zona a w pazdzierniku konczylam 20 lat. Nie moglam przejsc chodnikiem w rodzinnym miasteczku a na kazde "dzien dobry" odpowiadano do mojego plaskiego brzucha ha ha ha. Z czasem sytuacja sie odwrocila i w czasie kazdego urlopu w Polsce pytano nas KIEDY bedziemy mieli dziecko i czy w ogole. Maz zgrabnie odpowiadal, ze mamy dwoje - On mnie a ja Jego :). Kiedy urodzilismy, skonczyly sie durne uwagi a niektorych czlonkow rodziny wrecz zatkalo ha ha. Wlasnie wczoraj rozmawialismy o tym jaka to szkoda, ze wielu ludzi nie ma swiadomosci jakie moze byc Malzenstwo "przed dzieckiem". Kazdy ma prawo przezyc swoje zycie po swojemu a uleganie stereotypom, naciskom obyczajowym, postepowanie wbrew sobie ... po prostu nie ma sensu.

~latte
katze
2012-11-18

Znam te teksty!!!
Jestesmy z mezem juz 11 lat po slubie i niestety w tych sprawach cisza :( ... raz jedyny sie udalo- bylo to w tamtym roku- ujrzalam 2 kreseczki na tescie... niestety to nie trwalo dlugo i niestety... :( koniec!!! czasami nie mam ochoty jechac na swieta do rodziny, gdyz wiem, co uslysze... ciagle te same durnowate teksty i komentarze, ktorych ONI chyba wcale nie przemysleli tylko chlapia ozorami na prawo i lewo... a ja dusze w sobie cierpienie, ktorego nikt nie rozumie... ale coz, widocznie nie jest mi dane zostac mama :(... to straszne, nie potrafie sobie z tym poradzic...

~katze
Aga
2017-04-19

Ohh, jak ja znam ten problem.. Mamy już jedno dziecko. I cały czas są teksty, że już czas na drugie. I jeszcze sugestie, że teraz by się przydała dziewczynka, albo, że drugi syn to się będą razem bawić. No żesz, do sypialni by ludziom wleźli.. I co najgorsze, najbardziej nietaktowna jest dalsza rodzina, gdzie sami się nie mogą swoich wnuków doczekać, a o cudze wypytują..

~Aga

Najpopularniejsze artykuły

Urlop ojcowski
Staraniowy

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55