Figowe opowieści

autor: Monika Szostek-Kwapień , 2009-07-06
Figowe opowieści
Tego miejsca nie da się opisać jednym słowem. Bo jak? Kawiarnia? Centrum warsztatów dla dzieci? Ogród? Księgarnia? Sklepik? Miejsce spotkań chustowych mam? Akademia rodzica? Fitness-club? Centrum urodzinowe? Chociaż… zaraz, zaraz. Jest takie idealne słowo. Figa.

Do Figi wpadam wczesnym popołudniem. Kraków, ul. Lea 179. Piękny bronowicki dom zdecydowanie wyróżnia się na tle okolicznych kamienic i biurowców, odgrodzonych od świata murami, płotami, żelaznymi bramami. Tutaj wielkie, zielone drzwi stoją otworem – jakby ciągle czekały na gości.

W progu witają mnie Agnieszka Nuckowska i Dagmara Zandman – Figowe dziewczyny, polonistki z wykształcenia, które pewnego dnia postanowiły założyć miejsce przyjazne dzieciom i rodzicom. Zupełnie inne od wszystkich tego typu miejsc.

Aga i Daga oprowadzają mnie po Fidze. Przytulna kawiarnia w figowych kolorach, piękny zielony ogród, zabawki dla dzieci, mała księgarnia z tytułami, na które trudno natknąć się w zwyczajnym sklepie, przewijak i nocnik w łazience, wygodna kanapa dla rodziców. Wszystko ze smakiem, klimatycznie, jednocześnie bezpiecznie dla dzieci.

Siadam więc z herbatką w Figowej kawiarni. Rozmawiam z Figowymi dziewczynami. I już wiem, że to miejsce naprawdę magiczne…

- Dlaczego Figa?

- A: Tak naprawdę czy ideologicznie? Bo ideologicznie to jest tak, że figa to jest ogromne drzewo, które wydaje wiele owoców. My zaś równolegle zajmujemy się rozwojem dzieci i rodziców, a to również ma związek z rośnięciem, wydawaniem owoców.

- D:To takie nieco biblijne skojarzenia.

- A: A tak naprawdę,  to przed założeniem Figi byłam na wakacjach w Bułgarii. Uwielbiam figi, a tam jest mnóstwo figowych drzew. I pomyślałam – czemu by nie nazwać firmy Figą właśnie – ładne słowo, przewrotnie się kojarzy.

- D: Poza tym nazwa wpada w pamięć i jest chwytliwa dla dzieci – to ważne. Oczywiście pierwsze skojarzenia to figa z makiem.

- A skąd w ogóle pomysł na Figę? Ze względów zawodowych - bo niełatwo poloniście znaleźć pracę?

- D: Na pewno nie jesteśmy ortodoksyjnymi polonistkami. Obie skończyłyśmy uczelnie pedagogiczne, ale do szkoły nie chciałyśmy pójść.

- A: Jestem wykwalifikowaną nianią i przez cztery lata pracowałam w Stanach jako niania właśnie. W Polsce ten zawód niestety ciągle różnie się kojarzy, w Stanach jest zupełnie inaczej. Muszę przyznać, że to była najprzyjemniejsza praca, jaką miałam. I cały pomysł na Figę wziął się głównie stamtąd. Teraz kończę Szkołę Terapii Gestalt, będę więc terapeutką i tak naprawdę to są dwie rzeczy, które traktuję jako mój zawód. A tak się składa, że w Fidze po prostu mogę łączyć te doświadczenia.

- D: A ja zawsze chciałam prowadzić kawiarnię - niekoniecznie w Krakowie, ale koniecznie miało to być przyjazne miejsce dla kobiet. Nigdy nie wydawało mi się to możliwe, bo żeby otworzyć kawiarnię w Krakowie, trzeba być chyba milionerem. A w Fidze te moje marzenia udaje się realizować.

- Jak się spotkałyście?

- A: To było tak, że Daga szukała pracy.

- D: Po kolejnej nieudanej.

- A: Ja natomiast pomyślałam, że nie udźwignę Figi sama i zaproponowałam współpracę właśnie Dagmarze. Świetnie się uzupełniamy. Dagmara zajmuje się stroną logistyczną, promocyjną i - nazwijmy to - „kobiecą” Figi. Ja natomiast prowadzę warsztaty dla dzieci i właśnie Figa dziecięca to moja domena.

- Początki były trudne?

- A: Jeśli chodzi o nasz zapał, nastawienie czy reakcje otaczających nas osób – nie. Główne trudności to po prostu finanse. Figa powstała dzięki naszym oszczędnościom i pożyczkom od znajomych. Oczywiście chciałyśmy skorzystać z dotacji unijnych, ale – jak się okazało – dla młodych przedsiębiorców, którzy podejmują takie działania jak my – nie ma dotacji. To jest przykre.

- D: Tym bardziej, że wszędzie słyszymy, że dotacje unijne to wiele projektów związanych z kobietami, macierzyństwem, dziećmi, edukacją, ale jeśli tak naprawdę chcesz robić coś alternatywnego i nie masz w planach aktywizowania matek do pracy, to nie masz szans na dotację. To jest bardzo rozczarowujące. Bo nikt nie pomyślał, że kobietom najbardziej potrzebne jest po prostu wsparcie.

- A: Tak – musiałybyśmy w Fidze przeprowadzać kursy komputerowe i szkolenia aktywizujące matki do powrotu do pracy. Wtedy miałybyśmy szansę na dotację. Nie chcemy jednak niczego robić na siłę, wprowadzać projektów, które nie pokrywają się z naszym pomysłem na Figę.

- No właśnie – a skąd pomysł na formułę zajęć? Nie tylko Wy przecież prowadzicie warsztaty, współpracują z Wami też inne osoby.

„Nie stawiamy na panie pedagożki czy przedszkolanki. Bo panie pedagożki i przedszkolanki są w przedszkolach i szkołach. U nas pracują ludzie, którzy po prostu mają ciekawe pomysły.”

- D: Ja w ogóle nie prowadzę zajęć. Bardzo dużo osób się do nas zgłasza z chęcią współpracy. Zawsze spotykamy się, poznajemy, pytamy o koncepcję zajęć. W Fidze nie chodzi o to, żeby być super wykwalifikowanym, mieć setki papierków. Liczy się pomysł. I zawsze zajęcia muszą przeplatać się z zabawą. Bo to ma dużą wartość – u nas dzieci przede wszystkim się bawią i odprężają. Dzięki temu zajęcia mogą pełnić funkcję edukacyjną, rozwojową, ale też wychowawczą.

- A: Nie stawiamy na panie pedagożki czy przedszkolanki. Bo panie pedagożki i przedszkolanki są w przedszkolach i szkołach. U nas pracują ludzie, którzy po prostu mają ciekawe pomysły i predyspozycje do pracy z dziećmi. I jest w tym duża wartość, bo większy nacisk kładziemy na integrację, zabawę, uczenie kompetencji społecznych i bycia w grupie. Często zapraszamy do zabawy także rodziców – a to okazuje się niezwykle trudne.

- Co więc Figa ma do zaproponowania dzieciom?

- D: Na przykład Figielka – zajęcia prowadzone przez Agę dla dzieci w wieku od półtora do trzech lat. To prawdziwy hit. Warsztaty cieszą się największą popularnością.

- A: A Figielek polega głównie na figlowaniu. W obecności mamy, taty, niani, babci czy dziadka wprowadzamy dziecko w świat grupy. Głównie się bawimy, ale oswajamy też lęki związane z wejściem w grupę czy daną zabawę. Powoli, stopniowo i bezpiecznie wprowadzamy dzieci w to, co czeka je już niebawem. Zajęcia dla dzieci młodszych to strzał w dziesiątkę. Takich ofert w ogóle jest mało na rynku, bo – nie ukrywajmy – z najmłodszymi dziećmi najtrudniej się pracuje. Dużą popularnością cieszą się też Bębnoluby, gdzie poprzez pracę z dźwiękiem i rytmem w dzieciakach otwiera się nowa energia, kreatywność i wyobraźnia. Polecam również zajęcia konstruktorskie. Większość ośrodków oferuje zajęcia plastyczne dla dzieci – my chciałyśmy dać coś więcej. Stąd pomysł na taki rodzaj warsztatów.

- D: Nie można też nie wspomnieć o zajęciach z psem Gordonem – sybieranem huskim. Dzięki pracy z psem dzieci uczą się i bawią jednocześnie. Dowiadują się, jak właściwie postępować ze zwierzętami. A mamy często opowiadają nam później, że nawet najbardziej zamknięte dzieci otwierają się po zajęciach z Gordonem.

Musimy przerwać rozmowę. Do kawiarni wpada sympatyczna pani ze złotowłosą dziewczynką.

- Cześć dziewczyny! – krzyczy od progu.

- A, D: Cześć Bożenka!

- Jak ja się za wami stęskniłam. Ale przez to nasze chorowanie nie mogliśmy przyjść na zajęcia. Kasia właśnie wyszła z ospy, a Krzyś ją złapał. Mówię wam - mogłybyście go sfotografować do podręcznika dermatologicznego – śmieje się Bożenka.

Przyglądam się tej całej rozmowie z zaciekawieniem. W końcu to jedna z klientek Figi. A im dłużej się przyglądam, tym bardziej zazdroszczę. Na warsztatach mojej dwuletniej córki nie ma tak bliskich relacji między rodzicami a prowadzącymi zajęcia. Właściwie to w ogóle nie ma relacji. Pani Bożenka nie może się nagadać. Długo się nie widziały - widać, że rzeczywiście brakowało jej Figi. Musi więc wszystko nadrobić, opowiedzieć o Kasi , o Krzysiu, o pracy i tysiącu innych spraw, którymi po prostu dobrze jest dzielić się z bliskimi ludźmi.

Daga szybko mi tłumaczy:

- D: Bożenka to nasza stała klientka. Chodzi u nas na pilates, jej córka Kasia na zajęcia z psem Gordonem, a syn Krzyś na Figielka. Relacje z naszymi klientami są właśnie tak serdeczne. Znamy wszystkich po imieniu, wiemy czym się zajmują, lubimy razem plotkować. Bo często dziewczyny wpadają tu tak po prostu – żeby spotkać się, pogadać, wypić kawkę. I nam właśnie o to chodziło – Figa miała być miejscem, do którego lubi się wracać.

- W takim razie, jaką ofertę macie dla mam? Pełna nazwa Waszej kawiarni to przecież „Figa – mam miejsce”.

- D: Chociażby wspomniany już pilates – fenomenalny wynalazek dla kobiet w ciąży i po porodzie. Pozwala umiejętnie wrócić do formy – nie robiąc sobie krzywdy na rozmaitych aerobikach czy fitnesach proponowanych często młodym mamom. Pilates w Fidze to domowa atmosfera – tylko pięć ćwiczących dziewczyn, potem miły odpoczynek przy herbatce czy kawce. No i brak presji, która towarzyszy klubom fitness – tutaj można przyjść w rozciągniętym dresie i po prostu miło spędzić czas.

drukuj poleć artykuł

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Wasze komentarze:

suszi
2009-09-07

Polecam Figę, robiłam w niej urodzinki dla moich dzieciaczków. Tematem przewodnim były zwierzątka, było naprawdę sympatycznie i nietuzinkowo;). Uważam, że to miejsce jest świetną alternatywą dla "kulkolandów", czy innych modnych miejsc dla rodziców i dzieci...

suszi

Najpopularniejsze artykuły

Urlop ojcowski
Staraniowy

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55