I o co tyle krzyku? Krzyk podczas porodu - wady i zalety

autor: Anna Dukat , 2011-04-25
I o co tyle krzyku? Krzyk podczas porodu - wady i zalety
Czy w didaskaliach scenariusza twojego idealnego porodu znalazło się miejsce na krzyk? Na temat krzyczących podczas porodu kobiet krąży wiele legend i opowieści wyssanych z palca. Poniżej postaramy się je obalić.

Zła strona krzyku

Kobiecie obezwładnionej strachem pozostaje tylko bezsilny, nie wnoszący nic pozytywnego do porodu krzyk, którego lepiej unikać.

Jeszcze do niedawna krzyk z zasady nie był mile widziany na porodówkach. Uważano to za utrudnienie pracy personelu, komunikacji z rodzącą, a także samego przebiegu porodu. Młode mamy nierzadko narażone były na wiele niewybrednych komentarzy na ten temat. Oczywiście, incydentalnie, takie sytuacje zdarzają się do dzisiaj, co potwierdza poniższa wypowiedź internautki:

Eirre wspomina: „Ja też krzyczałam (...) na 2 dzień po porodzie przyszedł lekarz na obchód (...) i złośliwie komentował ‘jest nasza śpiewaczka', było mi strasznie przykro i czułam się okropnie, bo jestem raczej nieśmiałą osobą. Teraz myślę, że trzeba mu było coś powiedzieć... Tym bardziej, że nie sadzę bym była wyjątkiem. Ciekawe jak on by sie zachowywał..."

Mummy spotkała się z zupełnie odmienną sytuacją: „Moje skurcze trwały dość długo. W sumie około 24 h. W fazie partej (mimo, że dość krótkiej) nie omieszkałam krzyczeć - sama nie wiem, skąd miałam na to jeszcze siłę ;). Uważam, że mi to pomogło, a położna, która była przy mnie przy porodzie nawet mnie do tego zachęcała."

Nawet szkoły rodzenia nie wyrażają się jednoznacznie na temat krzyku podczas porodu.

Frida podczas dyskusji na forum przywołuje wspomnienie: „Jak chodziłam do szkoły rodzenia, to mówili to samo, że szkoda energii na krzyki, lepiej przeznaczyć ją na parcie. Na szczęście pani od razu dodała, że nie zawsze w praktyce da się to zrealizować, bo chyba byśmy ją zakrzyczały."

Natomiast Slonia dodaje: „W szkole rodzenia położna mówiła nam, że rytmiczne, głębokie, połączone z oddychaniem krzyki (ooo, uuu, itp) pomagają rodzić. Wydaje je się na szczycie skurczu. Warunkiem jest, aby dobrze zsynchronizować je z oddechem przy skurczach. Brzmi to trochę śmiesznie, ale podobno pomaga.(...)"

Choć krzyk w niektórych sytuacjach jest uważany za pomocny, kiedy przeciąga się przez cały czas porodu może okazać się nadmiernie wyczerpujący dla rodzącej i prowadzić nawet do niedotlenienia dziecka. Kobiecie obezwładnionej strachem pozostaje tylko bezsilny, nie wnoszący nic pozytywnego do porodu krzyk, którego lepiej unikać. Między innymi dlatego szalenie ważne podczas porodu jest fachowe wsparcie personelu oraz kogoś bliskiego (oczywiście, jeśli rodząca sobie tego życzy).

Zbawienny wpływ krzyku

Krzyk to najpotężniejszy wydech uwalniający od napięcia, nierzadko nawet przyspieszający akcję porodową!

Poród niestety zawsze w pewnym stopniu łączy się z bólem, który prowadzi do napięcia mięśni. Natomiast krzyk pozwala przede wszystkim na ich rozluźnienie. W szkole rodzenia można nauczyć się wielu technik oddychania, wbrew pozorom należy do nich również krzyk.

Bez wątpienia w czasie porodu niezbędna kobiecie jest siła - okazuje się, że krzyk również umożliwia wyzwolenie w ciele energii. Warto zwrócić uwagę na zapaśników, którzy podczas zawodów także wydają z siebie nieartykułowane dźwięki.

Pod terminem krzyk oczywiście nie kryje się wyłącznie rozdzierający wrzask rodzącej, lecz również wszystkie inne odgłosy, iwaSuwalki pisze na jednym z kobiecych forum: „No właśnie. Powiem Wam, że uwierzyłam położnej ze szkoły rodzenia... Naprawdę nie warto się drzeć, lepiej mruczeć, stękać, warczeć.. Zabawnie to brzmi, ale podczas pierwszego porodu tak sobie wbiłam to w łeb, że wierzcie albo nie, ale ani razu nie wrzasnęłam."

Krzyczeć czy nie?

Oczywiście recepta na poród idealny nie istnieje. Ile mam, tyle sposobów reagowania na ból i stres. Nie każda rodząca odczuwa potrzebę „zakrzyczenia" bólu, niektóre kobiety, choć pewnie trudno w to uwierzyć, rodzą w zupełnej ciszy, skupiając się wyłącznie na prawidłowym oddychaniu, tak było z Betty: „A ja nie krzyczałam parłam tak jak uczyli w szkole rodzenia i nie było aż tak źle :)". Najważniejsze to wsłuchać się w własne ciało, reagować zgodnie z jego potrzebami. Pamiętaj, że porodówka to nie miejsce, w którym powinnaś myśleć o skrępowaniu - liczy się przede wszystkim komfort twój i twojego maleństwa.

drukuj poleć artykuł

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Wasze komentarze:

Latte
2011-07-24

Jestem dosc odporna na bol a mimo to krzyczalam. Coreczka szla na swiat a mnie nie wolno bylo przec (brak rozwarcia) zeby nie "porwac szyjki" itd. Pod koniec co raz trudniej bylo walczyc z natura i przeciwstawiac sie nasilajacym sie skurczom. Ciesze sie, ze CZULAM wszystko. Byly chwile, ze krzyk sam wydobywal sie ze mnie. Mialam wraznie, ze wyje jak wilk do ksiezyca ha ha. Kiedy Polozna dala zielone swiatlo na parcie, Dzidzia tylko chlupnela i uslyszalam Jej placz. Porod to wspaniale przezycie. Nie bronilam sie przed krzykiem.

~Latte
Ela
2011-11-06

Krzyk jest OK ale zależy w jakiej fazie porodu. A ja krzyczałam jak nigdy w życiu ale chociaż próbowałam się opanować poprostu kompletnie nie miałam na to wpływu! To było jakby poza mną, a położna zapewniała mnie, że mogę sobie krzyczeć ile chcę...ale do czasu! W pewnym momencie (po 5 godzinach) powiedziała "no, koniec tej wentylacji" i tłumaczyła, że teraz już tracę tylko energię i że muszę się skupić na parciu, bo to ostatnia faza. Chwilę potem było "po krzyku" i po porodzie :)

~Ela
Monika
2012-05-11

Ja z początku gdy miałam jeszcze małe skórcze to starałam się oddychać ale na końcu już tak bolało że płakałam, krzyczałam i wszystko razem wzięte. A gdy przyszedł pierwszy party ból to tak sie wydarłam ze chyba wszystkich w szpitalu pobudziłam a była 4 rano;-) ale potem wzięłam się jakoś w garść i parłam już normalnie 10 min i po sprawie;-)

~Monika
nata
2012-11-27

ha,więc wyobraźcie sobie moi drodzy,że rodziłam w nocy 6h do 4 rano...cisza na korytarzu,pokoje naprzeciw porodówki i straszne echo na korytarzu...a ja co-dre się w niebogłosy jakby nie wiem co się działo....był to mój pierwszy poród i widocznie krzyk był mi potrzebny -nie wiem może do opanowania strachu,bólu?:-) i co-nikt mnie za to z porodówki nie wygnał,nikt nie krzyczał....było mi trochę wstyd,że taka baba,a się tak nadziera...ale wiecie co mi lekarka na to powiedziała-ŻE NA PORODÓWCE TO SĄ PRAWA KOBIET W CIĄŻY. Na drugi dzień wszyscy wiedzieli,że to ja się tak darłam,bo żadnego innego porodu nie było przez półtora dnia....ale historię tego krzyku obróciłam w żart i chwilę było wesoło :-)

~nata
Kasia
2015-08-14

Ja bardzo potrzebowałam krzyku przy parciu, ale położna zabroniła mi kategorycznie i nie mogłam nawet mruczeć! Fatalnie wspominam poród, miałam podaną oksytocynę, mogłam leżeć tylko na plecach, bóle krzyżowe były koszmarne. Mam nadzieję, że kolejny poród będzie lepszy i zatrze te wspomnienia.

~Kasia
Lidia położna
2016-12-07

Dziewczyny nie wstydźcie sie krzyczeć. Jeśli ból jest trudny do wytrzymania to trudno sie uśmiechać. To chyba logiczne.
Bzdury o zabieraniu dzieku tlenu włóżcie między bajki. A te krowy w białych faruchach które komentują tego rodzaju zachowanie podczas porodu olejcie. W końcu za to mają płacone żeby słuchały rodzących. Taki urok tego zawodu.

~Lidia położna

Najpopularniejsze artykuły

Urlop ojcowski
Staraniowy

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55