Ciążowy.pl Ciążowy.pl

Naprotechnologia – katolickie 'in vitro'?

Monika Szostek-Kwapień
2009-06-08

naprotechnologia-katolickie-in-vitro
Naprotechnologia – słowo, które w dobie społecznej debaty na temat in vitro wywołuje sporo emocji. Przedstawiana jako alternatywa in vitro, ale czy słusznie? Akceptowana przez Kościół, ale czy skuteczna? Krytykowana przez zwolenników in vitro - dlaczego? Znana w Stanach Zjednoczonych od ponad trzydziestu lat – czemu dociera do nas dopiero teraz?

Trochę historii

Początki naprotechnologii sięgają lat 80. i wiążą się z osobą prof. Thomasa Hilgersa z Nebraski w USA oraz z założonym przez niego Instytutem Pawła VI. Długoletnie badania i analizy prowadzone przez ten instytut doprowadziły do stworzenia nowej metody leczenia, która głównie zajmuje się zaburzeniami związanymi z poczęciem dziecka czy też problemami z donoszeniem ciąży. Przez wiele lat naprotechnologia rozwijała się właściwie tylko w Stanach Zjednoczonych; dopiero niecałe dziesięć lat temu dotarła do Europy, a od niedawna znana jest Polsce - pierwsze małżeństwo z naszego kraju zdecydowało się na zastosowanie tej metody zaledwie dwa lata temu. Warto wspomnieć, że w całej Europie jest zaledwie kilkudziesięciu tzw. trenerów naprotechnologii - lekarzy specjalizujących się w tej metodzie. Naprotechnologia wśród wielu etyków uznawana jest za metodę leczenia niepłodności, która szanuje godność człowieka i może być alternatywą dla zapłodnienia in vitro. Rozwój naprotechnologii wspierany jest także przez Watykan - jej zwolennikiem był między innymi papież Jan Paweł II.

Trochę metodyki

Naprotechnologia to skrót angielskiego wyrażenia Natural Procreative Technology (metoda naturalnej prokreacji). Jest to jedna z naturalnych metod diagnozowania i leczenia niepłodności, która w dużej mierze polega na dokładnych obserwacjach organizmu kobiety.  Naprotechnologia oparta jest przede wszystkim na tzw. modelach płodności Creightona, czyli codziennej obserwacji śluzu (nawet kilkukrotnie w ciągu dnia), temperatury, ogólnego samopoczucia, itp. Modele płodności Creightona po raz pierwszy zostały opisane w 1980 roku i polegają one na znormalizowanych obserwacjach, odtworzeniu cyklu menstruacyjnego i sporządzeniu tzw. biologicznych markerów. Markery te dają informacje o dniach płodnych i niepłodnych, pozwalają na diagnostykę czy też informują o niepokojących symptomach świadczących o niepłodności. Metoda profesora Hilgersa ma zaś za zadanie nie tylko leczenie niepłodności, ale też stosowana jest w przypadku poronień czy ciąż zagrożonych. Specjaliści wskazują jednak, że przeciętny czas wykonania pełnej diagnostyki naprotechnologicznej może trwać nawet 24 miesiące. Naturalny charakter tej metody nie lekceważy oczywiście najnowszych osiągnięć medycyny. W naprotechnologii stosuje się bowiem także leczenie hormonalne czy też interwencje chirurgiczne.
Jak podkreślają znawcy metody profesora Hilgersa, naprotechnologia duży nacisk kładzie również na psychikę pary starającej się o dziecko. Lekarz diagnozujący pracuje nad stanem emocjonalnym małżonków, bo często to stres, ciężka praca, brak relaksu staje się przyczyną tymczasowej niepłodności. Eliminując nerwowe napięcie i zmęczenie, zwiększa się szanse na poczęcie dziecka.

Trochę spornych kwestii

Przeciwnicy tej metody mocno podkreślają, że poważnym błędem jest konfrontowanie in vitro z naprotechnologią i przedstawianie jej jako skutecznej alternatywy dla zapłodnienia pozaustrojowego. O ile bowiem naprotechnologia jest skuteczna w leczeniu i diagnozowaniu wielu przypadków niepłodności, to in vitro – zwane często zabiegiem ostatniej szansy – proponuje się parom, którym żadna inna metoda nie może już pomóc, a każde zastosowane dotychczas leczenie okazało się nieskuteczne. Szacuje się, że naprotechnologia jest całkowicie bezradna w ponad 60% przypadków niepłodności.

Trochę kontrowersji

- Naprotechnologia - to brzmi ciekawie, powinno się u nas w kraju wprowadzić tę metodę jako dominującą przy leczeniu bezpłodności, zanim namówi się parę na in vitro – mówi na jednym z for internetowych Gosia.

- To pseudonauka, metoda, która niepotrzebnie daje ludziom nadzieję. Tracą dwa lata na diagnostykę, a potem okazuje się, że w ich przypadku i tak jedyne, co może zadziałać, to in vitro – odpowiada Piotrek.

                               
Naprotechnologia budzi i będzie budzić kontrowersje. Na pewno - wspierana przez Kościół - jest pewną alternatywą dla par, które nie akceptują in vitro. Nie można też odmówić słuszności przeciwnikom naprotechnologii, który zarzucają jej całkowitą bezradność w większości przypadków niepłodności. Spierając się o metody walki z bezpłodnością gubimy jednak trochę sens tej dyskusji. Pamiętajmy, że co czwarta para w Polsce ma problem z płodnością. Dla każdej z nich wybór pomiędzy tą czy inną metodą leczenia to często życiowa decyzja - bardzo trudna, pełna wyrzeczeń i wielkich nadziei. I tej nadziei nikomu odbierać nie można.

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Aktualna ocena: 4,3 Zobacz najwyżej oceniane»

Oceń artykuł: Tylko zalogowani użytkownicy mogą oceniać artykuły »

drukuj

Wasze komentarze:

renia
2009-10-08

Trudno mi jest ocenic ,ktora z metod jest wlasciwsza.Na szczescie nie musielismy z mezem stawac przed tak trudnym wyborem. Wiem tylko,ze kazda z par starajacych sie o dziecko zrobi wszystko by je miec.Czasem wzgledy religijne schodza na drugi plan a pojawienie sie malenstwa jest priorytetem.Bardzo wspolczuje takim parom i moge im tylko zyczyc by nie tracily nadziei i sie nie poddawaly.

renia
domi
2009-10-11

Tak jak mowi artykul nadziei nie mozna nikomu odbierac.Jesli jakas para,ktora nie akceptuje in vitro bedzie miala dziecko wlasnie dzieki Naprotechnologii to wspaniale.Wybor jednak nalezy do par ,ktore staraja sie o dziecko i nie do nas nalezy ich oceniac ale wspomoc w walce o posiadanie tego co tak wazne.Czyli dzieciatka.

domi
LadyBe
2010-04-07

Ja korzystałam z pomocy naprotechnologów- teraz jestem już w 7 miesiącu ciąży! :) Bardzo się cieszę, że na to natrafiłam, bo nie wiem, jak długo jeszcze trwałaby wciąż ta sama diagnostyka (czy raczej jej brak) i to samo nieefektywne leczenie. A problem był prosty do rozwiązania, tylko trzeba było go zdiagnozować, a to mógł tylko Model Creightona.
Nie rozumiem, czemu wszyscy ginekolodzy najmujący się rozrodczością nie nauczą się go i nie zainwestują w ten model diagnostyki, zamiast odżegnywać się od tego, bo katolickie.
Szkoda, że musiałam jeździć do naprotechnologa aż do Lublina na drugi koniec Polski, ale - było warto!! :) Ja polecam!

~LadyBe
ela
2010-05-27

Witam wszystkich.
LadyBe gratuluje i trzymam kciuki bo rozwiazanie tuz ,tuz.
Kazdy wybiera metode ,ktora bedzie dla niego najodpowiedniejsza.Jesli jedna nie przynosi efektu probuje kolejna. Nie nam posiadczkom dzieci w moim przypadku trojki oceniac slusznosc wyboru. Zawsze mozna podpowiedziec, doradzic ale wybor nazlezy do starajacych sie o malenstwo par.
Pozdrawiam .Ela.

~ela
Misza
2010-07-29

Niestety tytuł jest mylący.
In vitro nie jest metodą leczenia w przeciwieństwie do naprotechnologii!

Ale dobrze że zaczyna się u nas o tym mówić.
pozdrawiam.

~Misza
Madzia
2010-08-05

To jakieś bzdury,, ta cala metoda nie zawsze może być zamiast in vitro!!!! Dlaczego nigdzie, gdzie wspomina się o tej metodzie nie jest powiedziane, że mozna ją stosować wtedy, gdy to kobieta ma problemy!!! Jeśli problemy występują u mężczyzny lub kobiety i mężczyzny ta metoda i tak się nie sprawdzi!!. Np. na brak owulacji jest clostilbegyt, wystarczy robić usg ginekologiczne i już będzie wiadomo, kiedy próbować..(po co ta cała zabawa z notowaniem tych danych).. no ale na zbyt małą ilość plemników lub na ich niewielką ruchliwośc leku nie ma.. i ta naprotechnologia jest tu nieskuteczna..
poza tym, jak już człowiek czeka np. 5 lat to nie ma już czasu na kolene 2 lata obserwacji..

~Madzia
Ania
2010-08-16

Jestem przykladem osoby, ktora bardzo chciała mieć dziecko ale z przyczyn nieznanych mi niestety nie mam. Jestem juz osoba po 50 i pomimo ze bardzo kocham dzieci i bardzo chciałam je mieć to jednak jestem szczesliwa osobą,ze nie przewazyla we mnie chęc posiadania dziecka za wszelką cene, aby siebie tylko uszczęśliwić, nie licząc sie z niczym. In vitro to wlasnie sposob posiadania dziecka za wszelką cene, to zwykły egoizm , mysląc tylko o sobie.Zycie pochodzi od Pana Boga i jesli On zechce to powoła do zycia a jesli nie, to taka jest Wola Pana Boga i tak ma byc. Bog wie lepiej co dla nas jest dobre. Dziekuje Ci Boze, ze mnie uchroniłes od chęci pisiadania dziecka za wszelką cenę.

~Ania

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55