Po terminie – kiedy maleństwu się nie spieszy

autor: Agnieszka Mazur , 2010-03-18
Po terminie – kiedy maleństwu się nie spieszy
Już na początku ciąży, kiedy lekarz wyznacza magiczną datę porodu, większość przyszłych mam radośnie zapisuje ją w kalendarzu czerwonym pisakiem. Najpierw odliczają miesiące, potem tygodnie, w końcu dni i nie mogą się doczekać powitania dziecka na świecie. Czasami dzidziuś niespodziewanie rodzi się nawet kilka tygodni wcześniej, ale nie mniej często nie czuje żadnej presji i spokojnie, w bezpiecznym zaciszu brzuszka wsłuchuje się w bicie serca mamy jeszcze wiele dni po wyznaczonym przez położnika terminie.

Data porodu jest orientacyjna

Większość z nas słyszała, że ciąża trwa dokładnie 281 dni, czyli 40 tygodni, licząc od dnia rozpoczęcia ostatniej miesiączki. Często bierze się te obliczenia za pewnik, nie zważając na fakt, że raczej (choć nie zawsze) sprawdzają się one w przypadku kobiet, które miały przed ciążą bardzo regularne miesiączki co 28 dni. Istnieje też kilka innych metod obliczenia terminu porodu, na przykład na podstawie daty poczęcia (wtedy dodaje się 38 tygodni lub 91/2 miesiąca księżycowego). Również w tym przypadku zdarzają się pomyłki, ponieważ wiele ciężarnych nie wie, który to był dokładnie dzień lub po prostu święcie wierzy w datę, która nie była tą właściwą. Estymacje sprawdzają się więc zaledwie w przypadku ok. 5% przyszłych mam – pozostałe blisko 95 kobiet na 100 rodzi do 2 tygodni wcześniej lub później.

Najczęściej matka natura doskonale wie, kiedy maleństwo jest całkowicie gotowe do samodzielnego życia poza łonem. W innych przypadkach obserwacje lekarzy z wykorzystaniem aparatury USG pozwalają na wychwycenie momentu, w którym trzeba interweniować.

Po co więc lekarze wskazują konkretny dzień spodziewanego porodu? Żeby wiedzieć, kiedy rozpocząć monitorowanie dobrostanu płodu. Najczęściej matka natura doskonale wie, kiedy maleństwo jest całkowicie gotowe do samodzielnego życia poza łonem. W innych przypadkach obserwacje lekarzy z wykorzystaniem aparatury USG pozwalają na wychwycenie momentu w którym trzeba interweniować i wywołać poród lub wykonać cesarskie cięcie – ale pamiętajmy, że jest to ostateczność, która wymaga zaistnienia ściśle określonych wskazań medycznych.

Delikatna perswazja

Jeżeli termin porodu już minął a położnik na podstawie badania USG twierdzi, że dziecko jest w pełni rozwinięte i gotowe do pojawienia się na świecie – możemy spróbować kilku domowych sposobów. Na pewno nie zaszkodzą spacery na świeżym powietrzu (byle się nie przeforsować), czułe pieszczoty partnera i erotyczne zbliżenia czy herbatka z liści malin, a nawet wychowawcza rozmowa z maleństwem. Pod kontrolą lekarza można spróbować wykonać lewatywę (odblokowuje „przeszkody” w jelitach i ułatwia przesunięcie się główki dziecka w stronę kanału rodnego). Trzeba jednak odnosić się z dystansem do wielu dziwacznych i niebezpiecznych porad, które pojawiają się w internecie. Wypicie lampki wina czy innego alkoholu, szybka jazda po wyboistej drodze, taniec, wieszanie firanek i inne akrobacje to zwyczajne narażanie siebie i dziecka na niebezpieczeństwo i powikłania. Efektem takich działań może być chociażby odklejenie łożyska czy groźny w skutkach wypadek. Na próbowanie alkoholu ewentualnie przyjdzie czas, kiedy nasza pociecha będzie pełnoletnia. Przyszła mama pod żadnym pozorem nie powinna dozować maleństwu napojów wyskokowych przez pępowinę.

Szybka jazda po wyboistej drodze, taniec, wieszanie firanek i inne akrobacje to zwyczajne narażanie siebie i dziecka na niebezpieczeństwo i powikłania.

Młode mamy chętnie dzielą się forach internetowych swoimi doświadczeniami – a z ich relacji wynika, że naturalne sposoby przyspieszenia porodu działają lub… nie. Jest to sprawa indywidualna.

Oto kilka opinii internautek:

Basta: „Ja przyśpieszyłam sobie poród spacerując godzinę dziennie przez cztery dni. Cieszę się, że spacery mi pomogły…”.

Annia: „Termin mialam na 20ego marca. Od 1 marca (37 tc) zaczelam pic malinowa herbate. Drażniłam sobie też brodawki. Córka urodzila sie 8 dni przed terminem”.

Myszka: „Niestety nie da sie przyspieszyć porodu – maleństwo wie samo, kiedy przyjść na świat. My też cudowaliśmy: seks, spacery, wiesiołek i nic...”.

ngLka: „Herbatkę z liści malin piję od 36 tc (2 dziennie), wiesiołek biorę od tego samego czasu (2 kapsułki 3 razy dziennie), spacery ostatnio codziennie po 2 godziny, podłogę to już kilka razy myłam pod rząd – w każdym dniu, potem pastowałam na kolanach. I co? I właśnie kończę 41 tydzień ciąży.
Dziecko wyjdzie, kiedy będzie chciało a to, że ktoś stosował powyższe i urodził przed lub w terminie? Nie może mieć pewności, że to zasługa wymienionych czynności. Acha, żeby nie było, przyspieszacz w postaci męża też był"
.

Spokojnie, ale pod kontrolą

Ciąża jest uznana za przenoszoną dopiero po przekroczeniu 42 tygodnia obliczonego na podstawie reguły Naegelego. Nawet w tym przypadku nie musi to oznaczać, że z dzieckiem jest coś nie tak. Po prostu niektóre maleństwa potrzebują nieco więcej czasu, a mama najczęściej musi uzbroić się w cierpliwość na kolejnych kilka lub kilkanaście dni.

W chwili przekroczenia przewidywanego terminu rozwiązania lekarz prowadzący ciężarną rozpoczyna intensywne (nawet codzienne) monitorowanie płodu. Badania z wykorzystaniem aparatury USG i kardiotokografu pozwalają na szybkie wykrycie jakichkolwiek nieprawidłowości i zagrożeń. Lekarz sprawdza ilość i jakość płynu owodniowego, czynność serca dziecka, ocenia dojrzałość łożyska i przepływ krwi. Równocześnie prosi przyszłą mamę o obserwowanie częstotliwości ruchów dziecka. Przy każdej wizycie ciężarna jest informowana czy może nadal bezpiecznie i spokojnie czekać na rozwiązanie.

Interwencja położnika to ostateczność

Jeżeli lekarz wykryje nieprawidłowości w pracy łożyska czy dobrostanie płodu, mama zaobserwuje mniejszą ruchliwość maleństwa lub minie 14 dni od wyznaczonej daty – ciężarna zostaje skierowana do szpitala. W zależności od sytuacji – prowadzi się intensywniejsze monitorowanie ciąży, następuje indukcja (czyli wywołanie) porodu lub wykonuje się cesarskie cięcie. Oczywiście często zdarza się, że dzidziuś decyduje się przyjść na świat dzień przed planowaną interwencją położniczą.

Jeżeli sytuacja nie zmusza lekarza do natychmiastowej cesarki, a dalsze czekanie nie jest wskazane – rozpoczyna się indukcję porodu. Najprawdopodobniej przyszła mama dostanie kroplówkę z oksytocyną (hormon powodujący skurcze macicy), dodatkowo stosuje się dopochwowo żel przyspieszający rozwarcie szyjki (z prostaglandynami) a czasem konieczne jest przebicie pęcherza płodowego.

Szyjkę macicy można też delikatnie rozewrzeć w sposób mechaniczny – położnik wykonuje wtedy ręczny masaż oraz/lub używa tzw. cewnika Foleya i balonika wypełnionego solą fizjologiczną, który powoduje delikatne, mechanicznie rozwarcie a ponadto stymuluje wydzielanie opisanych wyżej hormonów.

Niemniej jednak wywoływanie porodu jest ostatecznością i powinno mieć miejsce tylko w sytuacji, kiedy nie można dłużej czekać ze względu na zdrowie dziecka i mamy. Niestety, proces bywa długotrwały (trwa nawet kilka dni) a sam indukowany poród może być bardziej bolesny od naturalnego. Częściej też występują komplikacje zmuszające lekarzy do dodatkowych zabiegów i interwencji chirurgicznych.

drukuj poleć artykuł

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Wasze komentarze:

amelia
2014-12-01

ja rodziłam i będę rodziła 07grudnia tego roku i boję się

~amelia

Najpopularniejsze artykuły

Urlop ojcowski
Staraniowy

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55