Pokolenie aplikacji: Nikogo już nie dziwi widok dwulatka, który porusza paluszkami po ekranie z wirtuozerią pianisty

autor: Redakcja Portalu , 2016-06-06
Pokolenie aplikacji: Nikogo już nie dziwi widok dwulatka, który porusza paluszkami po ekranie z wirtuozerią pianisty
My, rodzice, przywiązujemy wagę do tego, czy nasze dzieci jedzą zdrowo, czy edukacja, którą otrzymują, zagwarantuje im "sukces" w przyszłości. Jednak jeśli chodzi o "medialną dietę", to już różnie z tym bywa

"Kto z was chciałby, żeby te wszystkie gadżety po prostu zniknęły?" - to pierwsze pytanie, które zadaje rodzicom na swoich warsztatach Yalda T. Uhls, amerykańska psycholożka i badaczka zajmująca się wpływem mediów na dzieci. Zwykle ponad połowa podnosi rękę.

Co ich przeraża? Przede wszystkim to, że ich dzieci zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzają przed ekranami wszelkiej maści. Oprócz telewizji, która w wielu domach wciąż stanowi numer jeden, mamy dziś komputery, laptopy, tablety, smartfony, konsole oraz armię zabawek wyposażonych w monitory.

Dane mogą rzeczywiście przerażać - według Kaiser Family Foundation amerykańskie dzieci od ósmego do 18. roku życia w 1999 r. spędzały w kontakcie z mediami ponad siedem godzin dziennie, w 2010 r. - już prawie 11 godzin, a liczba ta z roku na rok rośnie. Według Joan Ganz Cooney Centre dwie trzecie amerykańskich dzieci od czwartego do siódmego roku życia w roku 2010 aktywnie używało iPhone'a. Tak rzetelnych danych w Polsce brak. Można mieć nadzieję, że liczby byłyby dużo skromniejsze.

Ale czy aż tak, jak nam się wydaje? Sprzęt jest coraz tańszy, dostęp do internetu niemal powszechny (według danych GUS z 2014 r. 74 proc. polskich rodzin korzysta z internetu), a od 2010 r., kiedy pojawił się iPad i inne tablety, nowe media trafiają w ręce coraz młodszych użytkowników. Nikogo już nie dziwi widok dwulatka, który porusza paluszkami po ekranie z wirtuozerią pianisty. Ta sprawność budzi zachwyt, ale też niepokój.

Jaki te wynalazki mają wpływ na rozwijający się mózg? Na kształtującą się osobowość? Jakie relacje z innymi będą w przyszłości tworzyć dzieci, które Marc Prensky, amerykański ekspert od edukacji, nazwał w 2001 r. "cyfrowymi tubylcami", albo jeszcze młodsze pokolenie, które dopiero wychodzi z pieluch, ale dorobiło się już określenia "pokolenie aplikacji"? Jaki będą miały dostęp do emocji własnych i innych ludzi? Na liście zmartwień pojawiają się także: uzależnienie, narażenie na nawiązanie relacji z kimś nieodpowiednim, kontakt z pornografią i brutalnymi treściami, a także izolacja i zachowania antyspołeczne. O odpowiedzi trudno, bo ośrodki badawcze podobnie jak i my dopiero poznają tę dziedzinę życia.

AKCJA DETOKS

Zapraszamy Was do przeprowadzenia eksperymentu. Przez tydzień, najlepiej zaczynając od jutra, wyłączcie w domu Internet i ekrany (smartphony, tablety, komputery, telewizory).

Zasady są proste:

- detoks trwa tydzień- detoks dotyczy domu (co robicie w pracy - wasza sprawa),

- jeśli pracujecie w domu, nie korzystajcie z Internetu i ekranów w czasie wspólnie spędzanym z rodziną

- wyłącznie Internet w telefonie (czyli żadnych newsów, social mediów itp.)

- telefony i smsy - dozwolone, Messenger, Viber, Whats'upp, itp. - nie.

- telefony niech leżą w jednym miejscu, traktujcie je jak stacjonarne do ważnych spraw

Czym skorupka za młodu

Najczęstsze pytania, które zadają rodzice, to: "Ile czasu pozwolić dwulatkowi bawić się iPadem?", "Ile czasu może spędzać przed ekranem ośmiolatek?". Amerykańskie Stowarzyszenie Pediatrów (APA) ma na to konkretną odpowiedź: poniżej drugiego roku życia - zero minut, powyżej - do dwóch godzin.

Psychologowie, którzy badają wpływ mediów na dzieci, są mniej restrykcyjni: byłoby najlepiej, gdyby dzieci do drugiego roku życia w ogóle nie przesiadywały przed ekranem, ale czy dziesięciominutowa bajka dziennie zostawi na ich psychice trwały ślad? Nie. Gorzej, jeśli smartfon czy iPad mają ukoić, zabić nudę, a przede wszystkim zagwarantować rodzicowi święty spokój. Taki sposób korzystania z mediów przez dzieci - regularnie i przez dłuższy czas - grozi poważnymi konsekwencjami.

Przede wszystkim dziecko wtedy rzadziej wchodzi w interakcje z rodzicem, na czym traci i ono, i rodzic. Poza tym regularnie "zatykane" smartfonem czy tabletem przyzwyczaja się, że tylko w ten sposób może regulować swoje emocje, zwłaszcza te trudne, i nie rozwija wewnętrznych mechanizmów, dzięki którym samo będzie potrafiło się uspokoić albo stymulować. Jeśli chodzi o wartości edukacyjne płynące z ekranu, to są one dla dziecka poniżej dwóch lat bliskie zera.

- Takie maluchy potrzebują kontaktu z człowiekiem, jego głosu, twarzy, mimiki, dotyku - przekonuje Yalda T. Uhls*. - Mają obserwować świat, bo na tej podstawie najwięcej się uczą. Poniżej drugiego roku życia trudno im przełożyć to, co się dzieje na ekranie, na własne doświadczenie. Z przesuwania palcem po szybce rozumieją jedynie "przyczynę" i "skutek". To je fascynuje podobnie jak naciskanie guzika od windy.

Jeśli chodzi o kilkulatki i dzieci z wczesnej podstawówki, to psychologowie są zgodni - znacznie ważniejsza od limitów czasowych jest obecność rodziców. - Młodszym dzieciom, które dopiero wchodzą w ten świat, można pokazać, ile w nim jest dobrego, do czego tablet może się przydać. Np. jako słownik, encyklopedia czy program do tworzenia własnych treści - podpowiada Yalda T. Uhls. - Z młodszymi dziećmi warto wspólnie oglądać filmy i programy, żeby móc o nich potem porozmawiać, coś im wyjaśnić. Starszym warto tłumaczyć, czym jest internet, jakimi prawami się rządzi, jak ważna jest prywatność i jak szanować innych użytkowników. To istotny element współczesnej edukacji.

* W Stanach niedawno miała premierę książka "Media Moms & Digital Dads" autorstwa Yalda T. Uhls. Autorka jest psycholożką i znaną badaczką wpływu nowych mediów na dzieci.

Moje konto, moja sprawa

Profesor Yalda T. Uhls poza tym, że bada wpływ mediów na dzieci i młodzież oraz jest autorką książki "Media Moms and Digital Dads. A Fact-Not-Fear Approach to Parenting in the Digital Age" (Medialne mamy i cyfrowi ojcowie. Oparte na faktach, a nie na strachu podejście do rodzicielstwa w epoce cyfrowej), która właśnie miała premierę w USA, jest też mamą 12-latka, fana gier "Minecraft" i "Civilization", oraz 15-latki, "przyszytej" do swojego telefonu wyznawczyni selfie. Jeśli chodzi o własne dzieci, Uhls należy do grona rodziców restrykcyjnych (podobnie jak wielu pracowników wysokiego szczebla w Dolinie Krzemowej) i nie wstydzi się tego, chociaż jej ingerencja w prywatność dzieci dla wielu rodziców może być kontrowersyjna. Uhls tłumaczy: - Jak inaczej mogłabym je nauczyć bezpiecznej komunikacji w sieci? My, rodzice, zawsze mamy nadzieję, iż stworzyliśmy taką relację z dziećmi, że one same do nas przyjdą, kiedy coś je będzie trapić, ale często tak się nie dzieje.

Gdy dzieci Uhls założyły pierwsze skrzynki mailowe, konta na Facebooku i Instagramie, ich mama miała do nich dostęp. Dzięki temu mogła je monitorować i na bieżąco interweniować: "Nie wolno upubliczniać takiego zdjęcia!", "Nie wolno w ten sposób pisać o koleżance!". Kilka lat temu dowiedziała się, że jej córka zarejestrowała się w serwisie Ask.fm, w którym uczestnicy anonimowo zadają pytania i udzielają odpowiedzi, często nie szczędząc sobie brutalnych komentarzy. Swego czasu serwis ten obwiniano o sprowokowanie wielu tragedii, m.in. samobójstw nastolatków, które nie wytrzymały publicznego poniżenia. - Wyrejestrowałam ją stamtąd, a potem miałyśmy dyskusję na ten temat. Ale już nie zaglądam córce do poczty. Jest na to za duża, szanuję jej autonomię - przyznaje. - Za to nadal raz na jakiś czas opowiadam dzieciom jedną z coraz dłuższej listy tzw. historyjek z morałem. A to o dziewczynie, która wrzuciła na YouTube'a klip o tym, jak nie znosi "Azjatów w bibliotece", a potem dostawała pogróżki już w realnym życiu. O innej, która dla żartu napisała na Twitterze, że jest terrorystką i zamierza podłożyć bombę w liniach lotniczych American Airlines, a potem miała do czynienia z FBI. Albo o dziewczynce, która nagrała rasistowski rap i wysłała go "w zaufaniu" dwóm przyjaciółkom, po czym nagranie dostało się do sieci i musiała odejść ze szkoły w atmosferze skandalu.

Wielu amerykańskich rodziców zawiera z dziećmi umowy w sprawie korzystania z internetu, tabletów czy smartfonów. Co wolno, kiedy, gdzie i jak długo. Internet jest pełen takich "gotowców", które można ściągnąć i zaadaptować do własnych potrzeb i wieku dziecka. Inni decydują się na filtry lub internetowe "nianie", które monitorują aktywność w sieci. Specjaliści są zgodni, że działają one w przypadku młodszych dzieci, ale starsze szybko je przechytrzają. Filtry i "nianie" zwalniają też rodziców z zainteresowania tym, co w sieci robią ich dzieci.

Facebookowa depresja, pokolenie "lajków"

Medialne straszaki działają na wyobraźnię rodziców, którym podsuwa się a to wizje kilkulatków uzależnionych od tabletów, miotających się w spazmach, gdy się im je odbiera, a to pokolenia "lajków" uzależnionego od aprobaty w internecie albo pogrążonego w depresji w wyniku nadużywania Facebooka, a to pokolenia graczy, dla których sensem życia jest "World of Warcraft". Jaka jest prawda?

- W świetle badań facebookowa depresja nie istnieje - uspokaja Yalda T. Uhls. - Co więcej, są przekonujące badania, które wskazują na to, że media społecznościowe sprawiają, iż pewna grupa ludzi dzięki nim czuje się mniej samotna. "Lajki" rzeczywiście, mówiąc potocznie, mogą uzależniać, bo działa tu taki sam mechanizm jak przy robieniu innych przyjemnych rzeczy. Łechtany jest ośrodek nagrody, który sprawia, że chce się te doświadczenia powtarzać.

Ale są też badania, które dowodzą, że wiele gier komputerowych rozwija takie kompetencje, które są dzisiaj najbardziej pożądane na rynku pracy, np. myślenie przestrzenne, kreatywność, zdolności kognitywne. W pewnym badaniu udowodniono np., że chirurdzy laparoskopowi, którzy grają w gry wideo, są bardziej precyzyjni od niegrających kolegów. A co z uzależnieniem? Naukowcy z krajów zachodnich nie są zgodni co do tego, jak definiować i zakwalifikować zjawisko uzależnienia od internetu.

To, że są ludzie, którzy nie potrafią funkcjonować bez gier, pornografii internetowej, surfowania po sieci czy Facebooka, jest faktem, ale te zachowania wciąż nie są wyodrębnione jako osobne zaburzenia (np. w podręczniku klasyfikacji zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego "Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders", w skrócie DSM), chociaż podejmowane są takie wysiłki. Najczęściej używanym terminem jest "zespół uzależnienia od internetu" (Internet Addiction Disorder albo ZUI - po polsku), inni badacze wolą mówić o "problematycznym korzystaniu z internetu". Niektórzy terapeuci traktują je tak jak choroby z kategorii "zaburzenia nawyków i popędów" albo "zaburzenia obsesyjno-kompulsywne". I chociaż amerykańscy i europejscy badacze uważają, że destrukcyjny wpływ korzystania z nowych mediów dotyczy niewielkiego odsetka dzieci - od kilku do 11 proc. w zależności od badań - to nie wszędzie tak jest.

drukuj poleć artykuł

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Wasze komentarze:

Brak komentarzy.

Najpopularniejsze artykuły

Urlop ojcowski
Staraniowy

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55