Razem do końca? Wspólny poród – argumenty na tak i na nie

autor: Katarzyna Rudnicka , 2009-06-01
Razem do końca? Wspólny poród – argumenty na tak i na nie
Przygotowując się na przyjście na świat dziecka bardzo często zadajemy sobie pytania dotyczące przebiegu porodu - szczególnie, jeśli jest to nasz pierwszy raz. Jaki wybrać szpital? Co ze sobą zabrać? Jak się najlepiej przygotować? Czy będzie bardzo bolało? Ile godzin wysiłku nas czeka? No i czy wolimy urodzić same, czy w towarzystwie partnera, męża lub innej bliskiej osoby? W szukaniu odpowiedzi na wszystkie te pytania - jak i wiele innych - może pomóc udział w zajęciach szkoły rodzenia. Ale nie tylko.

Poród skrojony na miarę

Przede wszystkim musimy zdawać sobie sprawę z tego, że każda z nas jest inna, ma inne potrzeby, inny charakter, inny sposób reagowania na stres, czy radzenia sobie w sytuacjach trudnych. Dlatego to, co jest dobre dla niektórych kobiet - może być dla innych raczej utrudnieniem i tak już skomplikowanej sytuacji. Tak właśnie jest z udziałem osoby towarzyszącej w porodzie. Jest wiele kobiet, które w sytuacjach tak dużego stresu i konieczności mobilizacji najlepiej radzi sobie, gdy nikt im nie przeszkadza i nie rozprasza swoją obecnością. Inne wolą mieć przy sobie bliską osobę, która będzie je wspierać i pomagać. Ważne żeby przeanalizować własne potrzeby, upodobania i postarać się zawczasu ustalić, co akurat dla nas będzie najlepsze. Aby tego dokonać, należy na spokojnie rozważyć wszystkie za i przeciw.

Nie daj się presji

Elementem często przymuszającym do wspólnego lub samodzielnego porodu jest presja otoczenia. Zależy ona od środowiska, w którym się obracamy i jego nastawienia do sytuacji wspólnego porodu. Nie bez znaczenia dla tej sprawy są też przekonania naszych rodzin. W ostatnim czasie można zaobserwować na tym polu rywalizację dwóch stanowisk.

Pierwsze - to bardziej konserwatywne - składa się głównie z głosów osób starszych, naszych rodziców czy dziadków (oczywiście nie zawsze tak jest). Według niego ciąża i poród - to sprawa wyłącznie kobieca. To kobiety są przez naturę wybrane do spełniania tej roli - udział mężczyzny w tym przedsięwzięciu jest więc z założenia zbędny lub nawet - niewskazany.

Liberalne stanowisko prezentują zwykle młode pary - ale nie tylko. Również wiele osób, które rodziły w czasach, gdzie wspólny poród był rzeczą nie do pomyślenia. Brak wsparcia bliskiej osoby (w przypadku kobiet), czy niemożność pomagania żonie i godziny spędzane na wędrówkach po poczekalni lub przed szpitalem (w przypadku mężczyzn) były dla tych osób bardzo trudnym i frustrującym doświadczeniem. Zachęcają więc młodsze pary, które mają szansę przejścia przez poród razem, do skorzystania z tego doświadczenia.

Tata w szpitalu – zło konieczne czy niezbędne wsparcie?

Odmienne podejście do wspólnego porodu prezentują też różne szpitale - i ich personel. Niektóre wydają się traktować ojca na porodówce jako zło konieczne, którego nie mogą się pozbyć ze względu na istnienie ugruntowanego już standardu dotyczącego możliwości towarzyszenia przy porodzie. W innych miejscach patrzy się na kobietę, która przychodzi sama do porodu tak, jak kiedyś na starą pannę. Jest ona od razu podejrzewana o to, że nie ma partnera, że „wpadła” z byle kim, lub że partner jej nie kocha i nie przejmuje się losem dziecka. Na szczęście te skrajne postawy występują niezwykle rzadko. Mimo wszystko jednak warto wcześniej zasięgnąć opinii o zwyczajach i atmosferze panujących w wybranej przez nas placówce – pozwoli nam to uchronić się przed niepotrzebnym rozczarowaniem.

Wspólne dziecko – wspólna decyzja?

Jeszcze inną formą presji są sprzeczne stanowiska partnerów. Pracując w szkole rodzenia spotykam się niekiedy z sytuacjami, w których kobieta chciałaby urodzić sama, czuje się skrępowana i zawstydzona obecnością męża obserwującego ją w sytuacji zbyt dla niej intymnej i mało estetycznej - ale partner upiera się przy wspólnym porodzie, argumentując to chęcią kontrolowania sytuacji, udzielania pomocy, bycia przy narodzinach własnego dziecka, czy po prostu ciekawością.
Często zdarza się też sytuacja odwrotna, kiedy to kobieta nakłania partnera do towarzyszenia jej przy porodzie, oczekuje od niego wsparcia i wzięcia odpowiedzialności za wspólnego potomka - a odmowa wzięcia udziału wzbudza w niej poczucie krzywdy, przekonanie o braku miłości i zaangażowania ze strony partnera.
Gdy oczekiwania partnerów są sprzeczne, często dochodzi do kłótni, pojawia się uczucie zawodu, przekonanie, że druga strona nie liczy się z potrzebami pierwszej i odwrotnie. Tymczasem ostatnią rzeczą, której kobieta potrzebuje przed i w trakcie porodu jest stres - nie tylko męczący dla niej i dla dziecka, ale również - poprzez związane z nim wydzielanie się adrenaliny - działający hamująco na akcję porodową.

Z rozmową – i bez kłopotów

Podstawą przy podejmowaniu decyzji jest szczera i otwarta rozmowa partnerów o swoich przekonaniach, obawach i oczekiwaniach. Ważne jest, żeby podjęta decyzja była satysfakcjonująca dla obojga, aby nikt nie czuł się pokrzywdzony i do czegokolwiek przymuszony. Jeśli zaistnieje taka potrzeba, warto ustalać rozwiązania kompromisowe, np. wspólny poród do pewnego etapu. Sama rozmowa o obawach jest czynnikiem, który daje możliwość zrozumienia przez drugą stronę naszego stanowiska i ustosunkowania się do niego. Niekiedy np. mężczyzna nie chce uczestniczyć w porodzie nie dlatego, że chce uniknąć stresu, czy zrzucić całą odpowiedzialność za dziecko na partnerkę - ale dlatego, że obawia się, że sobie nie poradzi, albo że będzie bardziej przeszkadzał niż pomagał. Podobnie kobieta może nie chcieć angażować partnera w poród nie dlatego, że chce zawłaszczyć dla siebie chwile przyjścia na świat ich dziecka - ale dlatego, że wstydzi się fizjologii i obawia się, że jeśli partner zobaczy ją w takiej sytuacji, nabierze do niej obrzydzenia, a to odbije się niekorzystnie na ich relacjach seksualnych i jej atrakcyjności jako kobiety. Częstym błędem komunikacyjnym w takiej sytuacji jest domyślanie się, dlaczego partner(ka) podejmuje taką a nie inną decyzję - zamiast zapytania o to. Bazowanie na domysłach zamiast na faktach prowadzi do nieporozumień i oskarżania się nawzajem o złą wolę.

Dobre przygotowanie na dobry początek

Jeśli zdecydujecie się na wspólny poród, warto wspólnie z partnerem (lub inną osobą towarzyszącą) się do niego przygotowywać. Partner powinien wiedzieć, czego się spodziewać i jak najlepiej spełniać swoja rolę, żeby jego obecność była pomocna. Uczestniczenie w zajęciach w szkole rodzenia daje możliwość zapoznania się z etapami przebiegu porodu  - oraz z tym, jak rozpoznać moment, kiedy koniecznie należy już udać się do szpitala (bardzo ważne jest, by nie znaleźć się w nim zbyt wcześnie!).

W dobrych szkołach partner uczy się tego, jak powinien się zachowywać, co jest dla kobiety pomocne, a czego raczej unikać. Poznaje też techniki masażu łagodzącego ból porodowy oraz aktywnego wspierania kobiety w pozycjach porodowych. Niezwykle ważne jest zatem, żeby wybrać odpowiednią szkołę rodzenia. Nie ma przymusu uczestniczenia w zajęciach szkoły przy szpitalu, który wybraliście, jeśli nie spełnia ona waszych oczekiwań w zakresie czy to treści, czy też formy prowadzenia zajęć. Przyjazna atmosfera i kompetencja osób prowadzących, a także uwzględnianie potrzeb i roli partnera jako osoby towarzyszącej wydają się tu kluczowe.

Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić?

Poza pomocą w trakcie akcji porodowej jest też wiele praktycznych i bardzo ważnych spraw organizacyjnych, dzięki którym osoba towarzysząca może pomóc kobiecie rodzącej. Dobrze żeby to partner wiedział, co i gdzie jest w torbie, którą zabieracie do porodu, aby w razie potrzeby mógł w niej szybko coś znaleźć i podać. Równie ważne jest, aby orientował się on we wszelkich dokumentach, które należy zabrać do szpitala i mógł wyręczyć kobietę w załatwianiu formalności związanych z przyjęciem. Przyszła mama, u której rozpoczęła się akcja porodowa jest często tak rozkojarzona, że trudno jej skoncentrować się na czymkolwiek innym.

Partner jest też najczęściej tą osobą, która zawozi kobietę do szpitala - tak więc istotne jest, aby wcześniej zaplanował trasę dojazdu oraz zorientował się, gdzie w wybranym przez was szpitalu znajduje się oddział położniczy i ginekologiczny.

Mimo stresującej sytuacji partner powinien dawać poczucie bezpieczeństwa, uspokajać i wspierać. Kluczowe jest, aby nie dał ponieść się emocjom i nie udzielał swojego zdenerwowania partnerce.

Warto na koniec podkreślić, że mimo obaw mężczyzn - bardzo rzadko zdarza się, aby partner w trakcie porodu stracił przytomność lub spanikował. Częściej są oni zadowoleni z udziału w porodzie, możliwości uczestniczenia w pierwszych chwilach życia dziecka, pomagania partnerce w trudnej sytuacji - i polecają to doświadczenie innym ojcom.

drukuj poleć artykuł

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Wasze komentarze:

Nela28
2009-09-09

moge sobie jedynie wyobrazic ten stres gdy TO sie zacznie! Ale w zadnym wypadku nie zgodzilabym sie na porod "we dwoje" Ukochany niech mnie wspiera ale w myslach, trzyma mocno kciuki i ... nie przeszkadza :))) a potem kiedy bedzie po wszystkim niech mocno przytuli mnie i nasze malenstwo :DDD

Nela28
renia
2009-09-19

Ja wolalam rodzic sama.Natomiast wazniejsze dla mnie bylo to bym mogla liczyc na pomoc ,opieke i wsparcie meza po powrocie do domu.

renia
domi
2009-10-27

Wazne aby jeszcze przed porodem przyszli rodzice zastanowili sie czy w tym waznym momencie chca byc razem czy nie. Wedlug mnie nie moze byc tak,ze albo kobieta wymusza uczestnictwo przy porodzie na swoim parnerze,albo mezczyzna chce na sile jej towarzyszyc.
W jednej i drugiej sytuacji przyniesie to wiecej szkody niz pozytku.
Ja rodzilam sama i uwazam,ze to byl bardzo dobry wybor.

domi
donia
2010-05-11

Ja rodziłam z mężem i to była najlepsza decyzja w moim życiu.
Byłam bardzo zadowolona z Jego obecności,pomocy,wsparcia i wcale nie musiałam Go tego namawiać.Jak tylko się dowiedział,że jesteśmy w ciąży od razu powiedział,że On chce być przy porodzie i zrobi wszystko aby nam pomóc.I zrobił :)
Teraz przygotowujemy się do drugiego porodu i nie wyobrażam sobie,abym miała rodzić bez mojego Cudownego Męża :)

Wszystkim bardzo polecam,ale oczywiście wszystko zależy od partnera i Jego podejścia do tematu.

~donia
ela
2010-06-26

Witam wszystkich.
Czy z mezem czy bez porod i tak sie odbedzie ale wazny jest spokoj i komfort psychiczny rodzacej i trzeba to uszanowac.Jednej rodzacej obecnosc meza bardzo pomoze innej bedzie przeszkadzac. Kobieta powinna wybrac to co dla niej najlepsze ale zmuszanie meza tez nie ma sensu bo moze okazac sie ,ze jak akcja sie zacznie to wszyscy beda musieli nim sie zajac a nie rodzaca.
Pozdrawiam. Ela.

~ela
Latte
2011-05-05

Nie namawialam Meza na wspolny porod. Wspominalam jedynie, ze fajnie byloby miec Go przy sobie w poczatkowej fazie. Wyszedl z sali porodowej tylko raz - na prosbe Poloznej (przecinala pecherz z wodami i pewnie nie chciala straszyc dlugimi nozycami). Maz byl przy mnie od poczatku do konca. Masowal mi plecy kiedy bole szczytowaly a ja wylam jak wilk do ksiezyca, trzymal kosz na smieci kiedy pojawily sie wymioty i podtrzymywal na lozku kiedy wilam sie czekajac na pelne rozwarcie... BYL przy mnie i Dziecku, dla mnie, dla nas. Kiedy akcja porodwa rozwinela sie zupelnie zapomnialam, ze On stoi tuz obok z widokiem na wszystko. Kiedy zobaczyl Nasza Coreczke usmiechnal sie i pokazal gestem, ze wszystko jest ok. Polozna zapytala Go w pewnej chwili czy dobrze sie czuje a On zaskoczony odp, ze tak. NIGDY nie czulam sie z Nim tak blisko. Zachowal sie rewelacyjnie a ja czuje sie wspaniale wiedzac, ze mam takiego Cudownego Meza.

~Latte

Najpopularniejsze artykuły

Urlop ojcowski
Staraniowy

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55