Zawód rodzic, czyli od dwojga kochanków do pary opiekunów

autor: Aleksandra Budner , 2009-05-25
Zawód rodzic, czyli od dwojga kochanków do pary opiekunów
To wcale nie jest żart! Bycie rodzicem to zawód jak każdy inny. Może tylko bardziej odpowiedzialny, wymagający i... ciągły. Kształtowanie osobowości małego człowieka i opieka nad nim to zajęcie niezwykle ważne, wyczerpujące, a do tego wszystkiego – nie kończące się nigdy. Rodzicami zostajemy na całe życie, nie dotyczą nas wakacje i emerytura. Od tego zawodu się nie odpoczywa, może tylko wymagania względem niego z biegiem lat nieco słabną. Przygotowania do bycia rodzicem także nie są proste, wymagają czasu, cierpliwości i oddania. Ludzie uczą się tego całe życie, a mimo tego dalej coś ich zaskakuje. Nie tak łatwo przebyć drogę od pary kochanków do pary opiekunów…

Życie, do tej pory spontaniczne, nieprzewidywalne, nagle zaczęło się zmieniać. Staraliśmy się z mężem o dziecko jakoś tak 1,5 roku. Ten czas stał się okresem planowania, intensywnych przemyśleń i wyczekiwania na upragnioną ciążę. Wszystko toczyło się tak jak dawniej, może tylko bardziej zaczęliśmy o siebie dbać i zwracać uwagę na pewne przyzwyczajenia, niekoniecznie pozytywne. Rzuciliśmy palenie i zaczęliśmy dbać o bogatą w witaminy dietę. Beztroska towarzyszyła nam do samego porodu. Staraliśmy się korzystać z życia, podróżować ile się da, spotykać się ze znajomymi i rodziną. Wychodziliśmy na kolacje, do galerii czy teatru. Nasz związek przeżywał chwile świetności. Więzi się umocniły, a nasza miłość była nie do pokonania, nie do ugaszenia. Byliśmy tylko my w środku wszechświata. Później wiele rzeczy zaczęło się zmieniać…

Nie do wiary, jak bardzo noworodek może zmienić całe życie! Jest rzeczą zdumiewającą, jak wiele energii i pracy wymaga ta mała istotka w pierwszym okresie swojego istnienia - od obojga rodziców. My zrozumieliśmy to poprzez praktykę. Największym dla nas zaskoczeniem było to, że nagle wypróbowane i wyćwiczone rytuały się zmieniły, właśnie wtedy, gdy pewna rutyna byłaby pożądana. Przyczyną tej dysharmonii było to, że partner – dotychczas najważniejsza w moim życiu osoba – poczuł się nagle wyłączony z kontaktów, odrzucony - i to z dnia na dzień. Chociaż uczestniczył w porodzie i bardzo zaangażował się w narodziny synka, jego chęć troszczenia się o dziecko napotkała przeszkodę. Była nią moja osoba. Aż trudno sobie wyobrazić taką sytuację, ale jest ona możliwa i, jak się okazało, częsta wśród młodych par.

Mój mężczyzna przeżywał frustrację, lekko okazywał swoje niezadowolenie, a w rzeczywistości -  dawał do zrozumienia, że czuje się odrzucony. Emocjonalnie oddalił się ode mnie i coraz mniej starań wkładał w opiekę nad dzieckiem. Ponadto zaczął manifestować swoje zachowania i postępować zupełnie inaczej niż do tej pory. „Oczy wychodziły mi z orbit”, gdy przyglądałam się jego poczynaniom. Z dojrzałego mężczyzny przerodził się raptownie w małego chłopca, mocno walczącego o swoje terytorium i odrobinę niezależności. Początkowo było to nawet zabawne, jednak z czasem zaczęło mnie męczyć. Co dwoje dzieci w domu, to nie jedno, a to wszystko w momencie, gdy powinniśmy razem dbać przede wszystkim o maleństwo. Przed porodem uważnie słuchaliśmy się nawzajem, pełno było w nas czułości, całą uwagę koncentrowaliśmy na sobie. Gdy pojawiło się dziecko - dotychczasowy porządek świata uległ przewartościowaniu. Nie mogłam koncentrować się jedynie na partnerze. Po prostu brakowało mi na to sił. Opieka nad małym pochłaniała każda wolną chwilę, a ja się do końca na to nie przygotowałam. Zresztą, czy można się na coś takiego przygotować? Zwłaszcza, że jako kobieta niezależna, spełniona zawodowo, nagle przerodziłam się w matkę i kurę domową, a moja wolność po porodzie została znacznie ograniczona! Mi też było ciężko, ale dałam radę i pierwsza wyciągnęłam rękę do zgody.

Urodzenie dziecka zmienia dotychczasowe układy partnerskie. Mężczyzna zaczyna być postrzegany jako uciążliwy dodatek do stosunków matka – dziecko, kobieta jest za bardzo zaangażowana w opiekę nad maleństwem i nie zauważa obecności partnera, a czasami nawet dziecko staje się przeszkodą w małżeństwie. Te wszystkie scenariusze powoli zaczynały się sprawdzać, dlatego nie mogłam już dłużej czekać, aż sytuacja „sama się wyprostuje”. To, co się z nami stało, nie było rezultatem pojawienia się dziecka, ale braku porozumienia między nami. Wyjaśnienie pewnych kwestii przed porodem, szczere rozmowy na temat opieki nad dzieckiem i roli poszczególnego członka rodziny na pewno nie dopuściłyby do zaistniałej sytuacji. To był odpowiedni czas, by zacząć zmieniać wszystko na lepsze… Szczere rozmowy i wzajemne starania naprawiły nasze stosunki i sprawiły, że zaczęliśmy zachowywać się jak rodzice, a nie jak samolubna, żyjąca tylko we własnym świecie para kochanków!

Bycie rodzicami to jest zawód, którego trzeba się nauczyć. Wymaga to czasu i poświęceń, bo przecież „nie od razu Kraków zbudowano”. Aby wypełniać obowiązki jak najlepiej, trzeba dostosować się do siebie. Nie pozwolić by narastały w nas negatywne emocje.
Potrzebna jest wyrozumiałość i empatia. Dzielenie się obowiązkami nad dzieckiem, wspólne rozpatrywanie wątpliwości, rozwiązywanie zagadek rodzicielstwa to najlepszy sposób, żeby się do siebie zbliżyć. Nie można zapomnieć, że najlepsi rodzice to rodzice odpowiedzialni, oddani, ale przede wszystkim szczęśliwi i zakochani w sobie do szaleństwa. Trzeba zdać sobie sprawę, że stając się rodzicami, nie przestaliśmy być kochankami. Teraz także okazujmy to sobie! W miarę możliwości organizujmy wieczory tylko we dwoje, aby nie zapomnieć o radosnej miłości z wcześniejszego okresu. To ją na pewno umocni i podtrzyma, a my poczujemy się w pełni szczęśliwi jako rodzice. Teraz już wiemy, że miłość i czułość we troje wcale nie jest inna, nabiera tylko nowego wymiaru!

drukuj poleć artykuł

Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.

Wasze komentarze:

renia
2009-10-26

A co w przypadku gdy nasz maz,parter nie dorosl do roli ojca i zamiast cieszyc sie dzieckiem jak robil to do czasu gdy sie nie urodzilo jest po prostu o niego zazdrosny? Milosc,dzielenie sie obowiazkami jak to wszystko ladnie brzmi tylko gdy kobieta jest zmeczona,niewyspana i nie jest w stanie poswiecac mezczyznie tyle czasu co do tej pory on czesto zachowuje sie jak rozkapryszony dzieciak.To na kobiete spada wiecej obowiazkow i dodatkowe zajmowanie sie mezem,partnerem bo w przeciwnym razie on sobie kogos znajdzie.

renia
symbiosis11
2009-12-27

Renia tak wlasnie czesto jest. Niestety. Na nas kobietach spoczywa wiele obowiazkow, do tego nie mozemy w jakikolwiek sposob zaniedbywac naszych facetow, bo wlasnie wiadomo jak to sie skonczyc moze... :/

symbiosis11
ela
2010-09-16

Witam wszystkich.
Wazne aby opieke nad dzieckiem przejeli oboje rodzice wtedy i sily na wieczor sie znajda.
Pozdrawiam .Ela.

~ela
Matka
2012-10-11

Zgadzam się Renia. Jeszcze przy pierwszym dziecku jest zainteresowanie, coś nowego, wyzwanie, ale przy drugim szanowny małżonek robi wszystko żeby się dzieckiem nie zajmować. Zawsze ma ważniejsze sprawy a proste, codzienne czynności spadają na kobietę. I do tego powie ci, że praca przy dziecku czy w domu ciężka nie jest. no i oczywiście trzeba mu poświęcać uwagę i czas bo grozi ci że znajdzie sobie inną. Egoizm i kompletny brak wyczucia - dzielić obowiązki można z kimś kto do tego dorósł i ma szacunek do kobiety.

~Matka

Najpopularniejsze artykuły

Urlop ojcowski
Staraniowy

Przydatne placówki

Felietony
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55