Zajrzałam dziś na bloga....
Ojej ileż to zmian od ostatniego wpisu. Pewnie nie będzie już czasu nadrobić zaległości.
Mały człowiek leży mi na kolanach... przysnął w trakcie karmienia. Piszę jedną ręką.
Mały człowiek jest boski.
Nie umiałam go sobie wyobrazić, ale w rzeczywistości okazał się cudniejszy niż wszelkie wyobrażenia.
Urodził się 19 czerwca w niedzielę o 8.45 przez cesarskie cięcie.
Ten post jest radosny. Jest o moim synku i naszym szczęściu.
Nie będę tu przytaczać koszmaru porodu.
Leżąc w szpitalu i nie mając 4 dni dziecka przy sobie miałam duuużo czasu żeby pisać.
To pisałam, tylko że na łóżku i w notesiku. Może kiedyś bedzie czas to przepisać. żywy blog o tym co przeszłam. Może kiedyś to zamieszczę.
Póki co - nie ma czasu. Miś wypełnia mi mój czas. Uczymy się siebie nawzajem. Ja muszę się trochę poduczyć cierpliwości.
Wczoraj minął miesiąc od porodu. Mój synek ma już miesiąc. Rośnie zdrowo. Z wagi porodowej 4120 ma już 4760. Jest kochany. Kocham go. I mojego męża też. On cudownie odnalazł się w roli tatusia i cóż... chyba jesteśmy szczęśliwi. Może troche zmęczeni,ale szczęśliwi :)
poprzedni post
Cała sztuka polega na tym,żeby będąc sobą być kimś wyjątkowym.