Długie 9 miesięcy

2011-06-13 20:36

Długie dziewięć miesięcy jeszcze dłuższe...

Miałam napisać już po porodzie, ale jak napisać „PO”, skoro porodu ani widu ani słychu? 

Jestem zrozpaczona, bardzo oczekująca, coraz bardziej niecierpliwa, spuchnięta i zmęczona, a… no i zapomniałam dodać: marudna.

A jak tu nie marudzić. Termin minął w piątek 10.06. Według innych lekarzy termin mam na dziś: 13.06 poniedziałek (też już się kończy póki co, bo dochodzi 21, a ja siedzę wieeelka i nic).

Muszę napisać o ostatnim tygodniu, bo nie należał do łatwych. 

Otóż w środę 8 czerwca wybrałam się na wizytę do mojego ginekologa. Zdziwił się bardzo, że jeszcze nie urodziłam, był pewny że ja juz od paru dni cieszę się maluchem. No nic, ja mówię, że nic się nie dzieje, żadnych skurczy, żaden czop śluzowy nie odchodzi. Pobadał mnie, stwierdził, że jest wszystko ok i że pewnie lada dzień poród się zacznie, bo wszystko gotowe.

Pośmiał się żebym męża trochę zmęczyła i na pewno zadziała, a do tego zrobił mi lekki masaż szyjki macicy. Naprawdę lekki, pytał czy coś boli- ja nic nie czułam więc zadowolona wróciłam do domu. Taki upał, nogi jak bańki, ale w sumie humor niezły, zabrałam się za pyszny obiadek, kotleciki, suróweczka, młode ziemniaczki. Fajnie tak gotować na nowym ładnym mieszkanku, wszystko jakoś lepiej wychodzi i dobrze smakuje.

Obiadek się robił, a mi się siusiu zachciało. Idę do wc, a tu strasznie ze mnie krew się leje. W sumie - jakbym okres dostała. Poza tym żadnych objawów, nic nie bolało, nie było skurczy. 

Troszkę się wystraszyłam tej krwi. Jak przyjechał mąż, to obiadek dałam tylko jemu, a sama zadzwoniłam do lekarza. On mówi żeby natychmiast na IP jechać, że możliwe, że zaczął się poród. Nie chciałam panikować. Poprosiłam męża żeby na spokojnie zjadł, wykąpał się , sama zaczęłam dopakowywać torbę. Bez paniki. Jeszcze chciałam skorzystać z ubikacji, postanowiłam wypić z pół butelki wody żeby coś się ruszyło. No i się ruszyło. Będąc w wc dostałam potwornego krwotoku. Krew lała się niczym odchodzące wody. Bardzo dużo, bardzo mocno, odszedł mega krwawy czop. Tak się przeraziłam, zawołałam męża, musiał wycierać całą łazienkę z krwi, moje klapki, wszystko. No to już nie było na co czekać. Założyłam wielki podkład porodowy i szybciutko pojechaliśmy do szpitala. Przyjęli mnie w miarę szybko. Lekarz kazał mi siąść na fotel. Ja mówię, ze nie ma szans, bo wszystko zaleję krwią, ale on niewzruszony dał mi parę podkładów i zaczął badać. Wziernik …, badanie dość bolesne, szkoda mówić. Jak wstałam z fotela i zobaczyłam miskę krwi to aż mi się słabo zrobiło. Ciśnienie wskazywało co innego: 150/90.

Od razu zawieźli mnie na wózku na porodówkę. Mąż był ze mną, myślałam, że tak już zostanie, że zaczęliśmy rodzić. Nawet siku nie pozwolili mi wstać, dali bidet i podpięli pod ktg. No i to by było na tyle, skurcze nie były zbyt mocne, ustalili że rozwarcie ledwo 3 cm i że dziś nie urodzę, męża odesłali do domu, a mnie po 23 godzinie przewieźli na oddział. Nerwy, nerwy, nerwy. Za chwilę dołączyła do mnie babka z mega skurczami i po pół godzinie zabrali ją na porodówkę, a ja biedna zostałam. Noc nieprzespana.

Kolejnego dnia krwawienie się zaczęło uspokajać, skurczy żadnych więc niby ok. Z badań wyszło, że krew jest z szyjki, że z łożyskiem ok, z dzidziusiem co najważniejsze też ok, nawet bardzo ok. Klocuszek wymierzony na 4200 g. Poleżałam do piątku  i powiedzieli ,że mogę do domu wracać. I wróciłam.

Z mega depresją, której nie sposób opowiedzieć.

Idziesz do szpitala z nadzieją, ze rodzisz, z torbą spakowaną od miesiąca, z ciuszkami dla szkrabka, smoczkami, pieluszkami i wracasz dalej z tą torbą, zakrwawioną bielizną, piżamą i bez dzidziusia....

Cały piątek przeryczałam. Dziś już poniedziałek, trochę się pozbierałam, co mi zostaje, czekać kiedy maluch sam zadecyduje, ze już jego pora.

Wiedziałam, że będzie to ciężki czas oczekiwania, ale że aż tak długi tego się nie spodziewałam

Mam nadzieję, że piszę już naprawdę ostatni raz przed porodem i że ten nastąpi lada dzień.

Echhh Michałku , ale ci tam dobrze w brzusiu, wychodź szybko do mamusi. Kocham cię i bardzo niecierpliwie czekam. Mama

następny post wstecz wstecz poprzedni post

Komentarze (0):

Brak komentarzy.

Profil

Alison właściciel bloga:
Alison

Cała sztuka polega na tym,żeby będąc sobą być kimś wyjątkowym.

Załóż bloga!

Ostatnie posty na blogu

Środa, 21 Październik 2020
| Rejestracja