Z pociągu do macieżyństwa

2011-10-21 14:15

Czy Famme Fatale mają uczucia macieżyńskie?

Jeśli zapytać się moich znajomych, czy kiedyś będę chciała miała dzieci, to jeszcze rok temu popatrzyliby się na pytającego z politowaniem. Ona? Chyba, jako małych niewolników do pracy w niewielkich pomieszczeniach, gdzie nie może wejść dorosły człowiek. No cóż, dopóki nie dowiedziałam się, że jestem w ciąży, dzieci dla mnie nie istniały. Tzn. postrzegałam ich obecność, ale w "mojej" rzeczywistości nie było dla nich miejsca. Nadal uważam, że dzieci to długoletnia inwestycja, bezzwrotna Wink i módlmy się, żeby po 20 latach dało się jednego z drugim wypchnąć z domu. Jednak jak to się ładnie mówi "obudził" się we mnie instynkt macieżyński Laughing

Widzieliście kiedyś "Ciążę z zaskoczenia"... no więc moja historia jest w pewnym stopniu podobna, mogę powiedzieć, że jestem w stanie zrozumieć pokazywane w tym filmie kobiety.

Mam problemy z tarczycą, więc kilka dni przesunięcia cyklu traktuję, jako normalne zjawisko. Kiedy jednak to zjawisko przeciągało się do 40 dnia cyklu postanowiłam iść do lekarza. Zbadał mnie, zrobił usg i stwierdził, że przy tabletkach antykoncepcyjnych mogę nie dostać w ogóle krawienia międzymiesiączkowego. Jego rada: nie przejmować się. I nie przejmowałam się dopóki tydzień później nie dostałam bóli jajnika. Te też się zdażały wcześniej, więc miałam opracowany model postępowania: lekarz - zastrzyki rozkurczowe - ulga po godzinie. Jak zwyke i wtedy zrobiono mi badanie krwi, rutynowo. Po godzinie dostałam do ręki wyniki i polecenie udania się do lekarza dyżurnego. I jak zwykle z ciekawości otworzyłam sobie wyniki i .... musiałam oprzeć się o ścianę... tłustymi literami pogrubiony był zakres betaHCG odpowiadający 5 tyg. ciąży, obok moje nazwisko. Ale jaaaak?

Trudno powiedzieć jak... infekcja, której nie zauważyłam, a osłabiła działanie tabletek antykoncepcyjnych? Hormony? Żadnej tabletki nie opuściłam. Z perspektywy czasu nie chce mi się już dochodzić. Bawi mnie nadal, że tydzień wcześniej lekarz nie zauważył małego lokatora na ścianie mojej macicy.

Liczę mocno na to, że moja przyszła ciąża będzie inna od pierwszej. Kiedy już minął szok, mój i mojego obecnego męża, nie dane było nam się cieszyć wizją rodzicielstwa. Rozpoczeliśmy batalię o naszego Aniołka. I tak walczyliśmy do 8 tyg., by dowiedzieć się, że nasz Maluszek przestał walczyć dwa tygodnie wcześniej... Po usg, kiedy powiedziano nam, że nie słychać, ani nie widać pracy serca jeszcze żyłam nadzieją, że może wszystko jest w porządku. Pewnie pomylili wiek ciąży i zbyt wcześnie chcą słyszeć serduszko. Ta nadzieja nie umarła nawet wtedy kiedy lekarka powiedziała: "To dla pani zdrowia psychicznego trzeba jak najszybciej zrobić wyłyżeczkowanie" Dla mojego zdrowia psychicznego??!!! Co to za tekst? Nie zgodziłam się ... jedno usg i bez żadnych dalszych badań mam się poddać zabiegowi? To był dla mnie absurd!

No i absurdem okazało się samo życie... które postawiło moją poukładaną codzienność na głowie, pozwoliło się przez chwilę cieszyć macieżyństwem i jeszcze tej samej nocy zabrało to, co stało się moim skarbem.

Następne tygodnie po poronieniu wspominam jak przez mgłę. Jazda samochodem do szpitala... rany byłam pewna, że się rozbijemy. Mój mąż gnał jak wariat. Nieprzyjemna położna na oddziale, która mnie skrzyczała, że płaczę. Propozycja zabiegu w celu oczyszczenia macicy... nie skorzystałam, kiedy dowiedziałam się, że po zabiegu położą mnie na sali z kobietami, które dopiero urodziły i mają przy sobie swoje pociechy. Wróciliśmy do domu w bloku, gdzie właśnie zepsuła się winda i na 7 piętro wchodziłam piechotą. Mąż do dzisiaj pamięta strach, że dostanę od tego spaceru krwotoku. Później już sie nie odzywałam, tylko wyłam... bo trudno nawet nazwać to płakaniem. Po 24h jakbym się przebudziła i zobaczyłam twarz mojego męża. Poszarzałą i przemeczoną, przerażone oczy wpatrujące się z nadzieją, że jakoś do mnie dotrze. I dotarło, że nie tylko moje dziecko umarło... że jest jeszcze on i, że nawet nie dałam mu szansy na to, żeby odczuwał, bo musiał zajmować się mną... Długo nie mogłam się pozbierać. Do lekarza chodziliśmy razem, bo ja nie mogłam mówić o tym, co się stało. Chciałam od razu znów zajść w ciążę. Z perspektywy cieszę się, że poczekaliśmy rok, zanim zaczeliśmy starać się o dziecko.

Przez ten rok doszłam psychicznie do siebie. Wiem, że jestem gotowa zostać matką. W między czasie wzieliśmy ślub. I tym razem już wszystko jest jak trzeba: witaminy, badania, dieta, wspaniały ginekolog... tylko gdzieś z tyłu głowy jest przemożny strach, że znów stanę się zabawką losu i statystyki... uważa się, że około 10-15% wszystkich ciąż kończy się poronieniem samoistnym.

Tyle smutnych wspomnień. Trzeba żyć dalej z nadzieją, że będzie dobrze. W końcu do mnie też uśmiechnie się los i zobaczę dwie kreseczki na teście ciążowym. Gorąco w to wierzę!

następny post wstecz wstecz poprzedni post

Komentarze (0):

Brak komentarzy.

Profil

Amazonka właściciel bloga:
Amazonka

Załóż bloga!

Ostatnie posty na blogu

Wtorek, 22 Maj 2012
| Rejestracja