Łatwiej powiedzieć niż zrobić... Jak się zastanowić nad tym jak wyglądają moje ostatni miesiące to:

Staram się stosować do tego co mi mąż w głowę wsadza: cieszmy się tym, że wszystko co robimy może przynieść nam dziecko. Po prostu kiedyś miesiączka nie przyjdzie.
Jest cudownym i cierpliwym dla mnie człowiekiem i pewnie tylko dzięki niemu jak przyjdzie kolejny termin miesiączki to nie zrobię testu na drugi dzień tylko poczekam kilka. To dla mojego dobra, bo jakby wyszedł pozytywny test, a za parę dni przyszłaby miesiączka (w końcu tak się zdaża) załamałabym się... nie wiem ile zajęłoby mi zbieranie siły po kolejnym poronieniu...
Tak więc wcinam witaminy i czekam z drżeniem serca. Wsłuchuję się w organizm i szukam symptomów, jakie mógłby mi wysłać moje ciało. Los obdarzył mnie wyczulonym węchem, więc to nie może być znak. Jednak w sercu rodzi się cichutka nadzieja, bo na wczorajszej parapetówce u znajomych od 21 ledwie się trzymałam na nogach ze zmęczenia, a dziś mam lekkie zawroty głowy. Z ostatniej ciąży pamiętam jak zaraz po wymoszczeniu się na kanapie i przytuleniu do męża zasypiałam po pierwszych 20 minutach wieczornego filmu.
poprzedni post