Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Najlepiej chyba opisują mnie słowa "jak pomyślała, tak i zrobiła"... :-) Dodać do tego uwielbienie do organizacji i kłopoty murowane ;-)
Minęło już parę dni, więc zdążyłam przywyknąć do myśli, że znów tym razem się nie udało i los uczy mnie dalej cierpliwości... obym nie osiągnęła w tej dyscyplinie mistrzostwa.
Mistrzostwo w tej dziedzinie za to osiąga mój mąż. Tłumaczy mi ze spokojem po raz 'n-ty', że się nic nie dzieje, że tego się nie da zaprogramować, że nie ma się czym martwić i do lekarza na pewno nie ma po co iść itp. I wiem, że we wszytskim co mówi ma rację, ale nic nie poradzę, że w momencie kiedy miałam już pewność, że i tym razem to nie ten miesiąc ... to łzy same mi pociekły.
Jeśli brać tylko pod uwagę kwestię czekania to wpadka jest zdecydowanie prostsza. Jednak z doświadczenia wiem, że moment kiedy orientujesz się o fakcie bycia w ciąży może podciąć człowiekowi nogi. Przez to ostatnio nie mogłam od początku cieszyć się z macieżyństwa. Dlatego nie pozostaje mi nic innego jak uzbroić się w pozytywny nastrój i znaleźć to, co pozwoli mi cieszyć się z oczekiwania na Mojego Smyka.
poprzedni post