Jestem na takim etapie ciąży, kiedy wydaje mi się, że tkwię w tym "odmniennym stanie" już od zawsze i na zawsze. To chyba przemęczenie dolegliwościami, których wraz z wielkością brzuszka przybywa. Wczoraj żartobliwie poprosiłam męża, żeby mnie zamroził i odmroził za miesiąc, kiedy będę gotowa rodzić. Ten mój głupi żart nawet go nie zdziwił, odpowiedział tylko że mamy za małą zamrażalkę. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę jak niewiele czasu zostało do rozwiązania. Termin mam na 13 października, ale ubzdurałam sobie że urodzę 10.10 2010, bo bardzo podoba mi się ta data. Ponieważ dzisiaj jest 10.09, został dokładnie miesiąc do wybranego przeze mnie terminu. Wracając jednak do realistycznego myślenia, to dokładnie zdaję sobie sprawę, że moje dziecko samo wybierze sobie datę przyjścia na świat i może nie być to ani 13.10, ani wymyślony przeze mnie 10.10. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to po terminie, bo ostatnio słyszę coraz częściej że dziewczyny rodzą po terminach. Natura sama wybiera, mnie pozostaje bycie cierpliwą.
Teraz parę słów na temat mojej córeczki. Ostatnio zauważyłam, że chyba będzie "nietykalska" po mamusi, bo za każdym razem jak buszuje sobie w brzuszku i ja bądź mąź przykładamy rękę do brzucha, ona momentalnie przestaje się ruszać, tak jakby nie lubiła dotyku. Mój mąż śmieje się, że to po mnie i chyba coś w tym jest, bo nie zawsze lubię być przytulana. Może taką cechę będzie miała po mnie, ale ponoć podobna jest do męża, tak przynajmniej twierdzi większość rodziny, która widziała płytkę z USG 3d. Nieważne Elizo do kogo będziesz podobna i po kim odziedziczysz charakterek i tak będziesz najbardziej kochanym dzieckiem na świecie. Już teraz kochamy Cię mooocno!
poprzedni post