Wczorajsza noc była straszna. Wszystko przez tony jedzenia, które pochłonęłam w trakcie wesela. Nie mogłam za wiele tańczyć, nie mogłam w ogóle pić, więc jadłam i jadłam i jadłam..... Wszystko wyglądało tak apetycznie, że ciągle jadłam. W końcu musiałam wyjść z imprezy przez okropny ból brzucha. Chyba wszystko co zjadłam przemieszało mi się w nim, bo miałam straszne rewolucje. Później nie mogłam usnąć z tego uczucia przepełnienia i bólu. Miałam wyrzuty sumienia, bo nawet nie czułam ruchów dziecka. Naprawdę przesadziłam i obiecuję sobie, że więcej tego nie zrobię. Skoro mi to nie służyło, to mojemu maleństwu też napewno nie. Niektórzy ludzie dziwią mi się, gdy namawiają mnie do jedzenia, a ja odmawiam tłumacząc, że nie jestem głodna i nie chcę się opychać. Twierdzą, że nie powinnam sobie niczego odmawiać, bo przecież jestem w ciąży. Ja jednak nie zgadzam się z tymi teoriami. Nie twierdzę oczywiście, że powinnam się głodzić, bądź odmawiać sobie wszystkich przyjemności, ale napewno mojemu dziecku nie służyłoby gdybym wpychała w siebie tony słodyczy, lodów, mięsa, fast foodów i innych świństw, na które czasem mam ochotę i jestem zła na siebie gdy ulegnę pokusie. Często to co dla mnie i dla dziecka dobre i zdrowe różni się od tego co smaczne i na co mam ochotę. Niestety jedzenie to przyjemność i dlatego zdarza mi się zjeść coś niezdrowego, bądź zjeść za dużo - za to czasem siebie nie lubię. W sumie nie przytyłam za dużo, bo jak na ósmy miesiąc dziesięć kilo to chyba norma, ale postaram się bardziej kontrolować to co i ile jem. Jeśli mi się uda, to wyjdzie to na dobre zarówno mi jak i mojej córci, a i będę z siebie zadowolona, co powinno również dobrze wpłynąć na nasz stan psychiczny. Oby mi się udało.
poprzedni post