Byłam dziś z mężem na porodówce w szpitalu, w którym planuję rodzić. Zachęcała nas do tego położna ze szkoły rodzenia, do której uczęszczamy. Uważam, że to bardzo dobry pomysł, bo chociaż oswoiłam się z miejscem, w które trafię pewnie w niezłym stresie i panice, więc dodatkowa nieznajomość oddziału potęgowałaby tylko strach przed nieznanym. Nie powiem, że mi się tam podobało. Położna Małgosia jednak uspokoiła mnie w trakcie oprowadzania i na końcu stwierdziłam, że nie mam wyjścia, skoro wszyscy to jakoś przechodzą, to i ja muszę tam wrócić już za parę tygodni i urodzić nasze dziecko.
Nie podjeliśmy jeszcze z mężem decyzji w sprawie - rodzić razem i osobno. Na początku obydwoje byliśmy raczej na nie, ale już po trzech wizytach w szkole rodzenia, mój mąż zaczyna zmieniać zdanie. Ja jednak nie jestem przekonana co do rodzinnego porodu. Po pierwsze, znając siebie, wiem że strasznie rozczulam się nad sobą w obecności męża. Kiedy coś mnie boli i jestem sama, to wiem że muszę to przetrwać i potrafię skupić się na poradzeniu sobie z bólem. Przy mężu natomiast, nie jestem skoncentrowana na radzeniu sobie z daną sytuacją, tylko chcę żeby mnie rozpieszczał i chyba wyolbrzymiam problem. Po drugie, nie jestem pewna czy chę aby mąż oglądał mnie w tak intymnym i niecodziennym momencie. Może to się wydać dziecinne, bo przecież wiadomo, że widział mnie w niejednej intymnej sytuacji, jednak boję się że dla mnie poród z mężem to zbyt wiele. Chyba wolałabym nie przenosić naszej bliskości na porodówkę, gdzie położna będzie sprawdzała rozwarcie i wiele innych rzeczy, które preferuję zachować dla siebie, położnej i lekarza. Z pewnością wiele osób nie zgodziłoby się z moimi poglądami i napewno mają swoje racje, ale każdy jest inny i w różny sposób można odbierać te same sprawy. Zresztą nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji. Myślę, że ta decyzja zostanie podjęta gdy wszystko się zacznie, bo wtedy dopiero będę czuła, czy potrzebuję męża przy sobie. Pozostaje mi cieszyć się świadomościa, że jeśli będzie mi potrzebny, to będę mogła na Niego liczyć. Jestem wdzięczna za mojego kochanego męża.
poprzedni post