Oj długo mnie nie było na tym blogu, mój czas był wypełniony róznymi obowiązkami i jakoś nigdy nie mogłam się zebrać do pisania. Dziś jest zupełnie inaczej, pan doktor kazał zwolnić tempo więc zwolniłam, leniwa sobota, ciepełko w domu i gorąca herbata. Zacznę więc od początku
ciąża jakolwiek planowana i chciana była jednak zaskoczeniem dla mnie. Nie mam narazie obaw czy sobie poradzę, wierzę że tak.
Pierwsze 3 miesiace, a w zasadzie 2,5 miesiąca od zrobienia testu nie zaliczam do najlepszych pod względem komfortu zdrowotnego
czułam się jak na kacu, dosłownie!!!!!!
Niesamwoite zmęczenie, nudności, światłowstręt i zapachowstręt (łał nowe słowo ;))dobrze, że do pełnego pakietu zabrakło wymiotów... uff chociaż jedno mnie ominęło~!!Mix lodówkowy mnie powalał, nie wiem jak mój mąż to przeżywał, ale szczerze mówiąc w tamtych dniach było mi wszystko jedno czy jadł coś czy nie. Może wyjdę na egoistkę, ale nie mogłam patrzeć na jedzenie, i nie obchodziło mnie zupełnie czy moi bliscy są głodni czy też nie.... koty też miały przewalone, raz dziennie dostawały na miseczkę furę jedzenia i miało im starczyć na cały dzień. Mąż był dla mnie wsparciem, ale w obowiązkach domowych zupełnie się nie sprawdzał, zapominał zrobić zakupy, dac jeść 2 kotom, zmienić kuwetę itp. Moja w tym trochę wina, bo przez rok małżeństwa nie nauczyłam go odopowiedzialnośc za dom gdyby np. przyszło jakieś choróbsko na mnie. Ale przecież dorosły z niego facet i liczyłam na jego "oświecenie"
z pomocą mojej mamy jakoś przeżyliśmy ten czas, a potem... a potem było już coaz lepiej. Przyszła ochota na jedzonko, pierwsze zachcianki. Można powiedzieć, że wracałam do życia takiego domowego i towarzyskiego.
Energia mnie rozpiera, planowaniu nie ma końca ale niestety pan doktor każe zwolnić tempo i przerzucić się na leżąco-kanapowy styl życia, powolne spacery i drzemki poobiednie. Perspektywa leżenia na kanapie w takie dni jak dzisiaj całkiem fajna, jest zimno i pada deszcz, spacery kiedy jest pogodnie też ok no i te drzemki- elegancko! Jest tylko jedno ale --> kto się zajmie domem, ogródkiem, sadem kiedy mąż w pracy po 14 godzin tyra??
A teraz najprzyjemniejsze (specjalnie zostawiłam to na koniec) MALUSZEK, CUDOWNY BOBASEK KTÓRY FIKA W MOIM BRZUSZKU
rośnie oj rośnie, co mnie cieszy niezmiernie, dawał znać o sobie między 17 a 18 tyg przynajmniej raz dziennie, teraz coraz więcej i więcej. Lubi chyba mruczenie kota bo wtedy leko się kołysze a potem wycisza, pewnie usypia... słyszy niemalże wszystko i gdy tylko nie śpi mocnym snem reaguje na dźwięki dość wyraźnie kręcąc jak ja to nazywm kółeczka. Bobas w 20 tyg waży 442 g, dużo ale jakoś po mnie nie widać żebym przytyła bardzo, zgubiłam talię i tyle. Ciesze się, że maluszek dobrze się rozwija!!!
poprzedni post