A może by tak . . . ?

2010-04-10 21:11

Rewolucja-rewelacja

Bo wszystko nam się zbiegło. Samo nam wyszło. Właściwie jesteśmy ze sobą już od ponad roku. Od pięciu miesięcy mieszkamy razem. I tak jest dobrze. No, nie - nie jesteśmy idealni. Po prostu jest dobrze.

 

A jakoś tak nam się wszystko tuż przed świętami zbiegło. Po dwóch latach walki Rafał dostał wreszcie rozwód i ustalone prawo do widywania synka. Skończyliśmy remont wymarzonego domu pod Miastem. Skończyłam 28 lat, obroniłam wreszcie magisterkę (no,co? Jakoś tak zaraz po studiach nie miałam czasu). Rafał awansował, a ja wręcz przeciwnie. To znaczy, nie - nie straciłam pracy. Po prostu mogę wreszcie skoncentrować się na jednej. To jak los na loterii - jestem dziennikarzem pełną gębą, znalazła się redakcja chcąca mnie na stałe, więc mogłam się rozstać z pięcioma innymi. I jest to firma prorodzinna - same Mamuśki wokół mnie, pracować można w domu, byle dojechać raz w tygodniu na kolegium i nie wyłączać komórki. Godzinami pobytu w biurze nikt się specjalnie nie intresuje, byle teksty były na czas. 

 

No przecież właśnie piszę, że jakoś tak nam się wszystko zbiegło. Z domu pod miastem już nie chce nam się tak często dojeżdżać na piwko, z resztą, i tak większość znajomych już na smyczach. Praca, przynajmniej w moim przypadku, z ilości przeszła na jakość. No i gdzieś tak między świątecznym jajkiem, a szynką przyszło nam do głowy . . . a może by tak?

 

Dlaczego nie? Przecież uwielbiam Juniora. Może nie do końca jestem dla niego Matką, bo ma jednak własną, ale się lubimy. I fajni są z Rafałem. Właściwie to nawet dałam się poderwać na dziecko. Rafała znam długo, parę lat temu byłam nawet gościem na Jego ślubie. Nie udało im się. Z czasem zostałam porozwodową przyjaciółką, a w końcu tym, kim jestem. Kim jestem? A bo ja wiem. Dobrze nam. Wszystko musi mieć nazwę i definicję? My nie mamy. Za to mamy wpólny dom, fajny sex, poczucie bezpieczeństwa. I tak, po prostu, jest nam dobrze.

 

To chyba byłoby za dużo powiedzieć, że staramy się o dziecko. Od początku było jasne, że kiedyś będziemy chcieli je mieć, chociaż nikt o tym nie mówił. No i to kiedyś właśnie nadeszło. Nie staramy się, ale po prostu . . . przestajemy mu przeszkadzać. Na razie odstawiamy pigułki na rzecz lateksu i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Bez presji, ale i bez pośpiechu.

 

Nie jesteśmy tacy do końca głupi. Podreperujemy najpierw troszkę zamieszkiwane przez nas zbiorowiska mięśni, żeby sprowadzanemu Maluchowi nie zafundować żadnych kłopotów. I właśnie teraz zaczynamy. Na parę miesiecy przed sprowadzeniem.

 

Ale to już może po kolei - kto z nami wytrwa, sam zobaczy jak nam idzie. Na razie, na razie właśnie dziś zdecydowałam się ostatecznie nie otwierać ostatniego opakowania pigułek. A od poniedziałku zaczynam bieganie po lekarzach. No, dobra - lekarz jest jeden. Ale mam dzieciatych znajomych i coś nie wierzę, że pstryknie palacami i powie: "Proszszszę, zróbcie sobie Dizidziusia". Lekarze zawsze wszystko utrudniają.

 

Komentarze (0):

Brak komentarzy.

Profil

anjelka właściciel bloga:
anjelka

Załóż bloga!

Ostatnie posty na blogu

Poniedziałek, 20 Styczeń 2020
| Rejestracja