- Nie kupuj Hani królika – od pół godziny tłumaczę przez telefon mojej upartej siostrze, która właśnie wróciła z Francji i w przypływie radości chce podarować mojemu dziecku królika, żywego królika.
– Przecież obiecałam – marudzi ciotka.
- Ale nie uzgadniałaś tego z nami. - Żadne argumenty nie trafiają – że mamy za mało miejsca, że często wyjeżdżamy, że możemy trafić na takiego, który gryzie. W końcu staje na tym, że ciocia kupi królika, ale maskotkę. Ewentualnie żywego, ale będzie go trzymać u siebie w domu. I będzie to królik Hani.
Hanna przysłuchuje się całej tej rozmowie – przecież doskonale wie, o co chodzi. Odkładam słuchawkę. Hanna przygląda mi się uważnie i kwituje dyskusję z ciotką jednym zdaniem: Głuptasek mamusia…
No tak – głuptasek:)
poprzedni post
Przede wszystkim mama cudownej Hanki. Zaraz potem żona, redaktor, mol książkowy, kinoman, wielbicielka fotograficznych pasji męża, pasjonatka krakowskich zaułków. Do tego całkiem szczęśliwa kobietka.