No tak – czasy buntu i naporu musiały w końcu nadejść. Tym razem setki tomów poradników dla rodziców (których szczerze mówiąc nie znoszę i - o zgrozo – zapamiętuję z nich tylko zupełnie idiotyczne albo nielogiczne kwestie) nie myliły się. Nasza Hanna książkowo-poradnikowo zapadła więc na wyjątkowo złośliwą chorobę, która objawia się mówieniem „nie” kilkaset razy na dzień, specyficznym marszczeniem czoła (oznacza upór) oraz pierwszymi próbami gry aktorskiej (napady płaczu – bez ani jednej łezki, ataki histerii – najlepiej w sklepie pełnym ciekawskich gapiów i wszystkowiedzących oraz dobrzeradzących oburzonych starszych pań).
Tak więc czytam jeden z kolejnych hiper-, super-, mega bestsellerów, które ratują życie niedoświadczonych rodziców:
„Dziewczynkę uspokój przytuleniem i ciepłym głosem, chłopca zainteresuj czymś innym” – hmm ciekawe czym innym… Zresztą po co się nad tym zastanawiać – przecież mam dziewczynkę. Jak to było? „Dziewczynkę uspokój przytuleniem i ciepłym głosem”. Próbuję. Moja dziewczynka reaguje asertywnie i mówi: Hania nie chce nic! (kto u licha wymyślił te podwójne przeczenia w języku polskim!?) Może się więc pomylili. Może to dziewczynkę trzeba zainteresować „czymś innym”. Nic inne nie działa…
Z poczuciem porażki i nadzieją znalezienia odpowiedzi na moje pytania, otwieram więc nowy rozdział hiper-, super-poradnika. „Bunt trzylatka – jak się z nim zmierzyć?”. Oj nie – to chyba jeszcze rozdział nie dla mnie…
poprzedni post
Nie pocieszę z tym buntem, bo jak się zaczął u Antosia gdy miał 18 miesięcy to z przerwami trwa nadal mimo 3 lat. A z poradników przeczytałam "Kiedy pozwolić? kiedy zabronić? Opisywały dokładnie to co synek z nami robił, jego swoisty taniec w który dawaliśmy się wkręcić, a przegrany zawsze był rodzic.
monikaPrzede wszystkim mama cudownej Hanki. Zaraz potem żona, redaktor, mol książkowy, kinoman, wielbicielka fotograficznych pasji męża, pasjonatka krakowskich zaułków. Do tego całkiem szczęśliwa kobietka.