Sie zaniedbalam troche pamietnikowo, ale jakos nie chce mi sie pisac, bo wydaje mi sie, ze sie nic nie dzieje. Jestem chyba stworzona do chodzenia w ciazy. Zero objawow jakis bardzo doskwierajacych. Poza sporadycznymi bolami plecow i bioder oraz kiepskim spaniem, ale z taka, jak to mowi Tomek ‘bambaryłą” trudno sie jest ulozyc. Przytylam od poczatku ciazy 6,2 kg. Na przedostatniej wizycie mialam 200 deko do przodu, a na ostatniej dodatkowe 40. Smiech na sali nie? Mlody rosnie, kopie jak dziki, a ja sie bardzo ciesze, ze na wadze tego nie widze ;) Lekarz potwierdzil moje przypuszzcenia, ze sie Eustachy ulozyl glowa w dol juz, tak mi sie wydawalo juz od jakiegos czasu, bo miewam dni, ze moge sie nawet na chwile polozyc na plecach! Do tej pory bylo to wykluczone, do tego stopnia, ze na usg robilo mi sie slabo. A tu sie czasem budze na plecach i jakos ogolnie mi sie lepiej oddycha. Oczywiscie tez mam syndrom ‘prostaciaka’, czyli notoryczne parcie na pecherz i sikanie po pare kropli. Ale nie marudze. Nie puchne, nie mam zgagi, ani innych watpliwych 'atrakcji' ze strony ukladu pokarmowego, pracuje caly czas, tylo troszke szybciej sie mecze. Jest dobrze i bedzie dobrze ;)
poprzedni post