Pow ywjściu z gabinetu za drzwiami czekał na mnie moj partner. Uśmiechnął się od ucha do ucha gdy potwierdziłam nasze wcześniejsze przypuszczenia. Dobrą wiadomość uczciliśmy obiadem w pobliskiej restauracji "Pod bramą", zaraz zadzwoniłam do swojej mamy, a ta myślała, że to żart i nie mogła uwierzyć w to, co mówię.
Mama wiedziała, że planujemy dziecko i to ona powiedziała mi, że nie spokojnie możemy się o nie starać jakieś sześć miesięcy. To dobrze że ktoś to powiedział, bo nie stresowałam się tym, że przez dwa tygodnie nic nie wychodziło :) Tyle dziś par ma przecież problem z zajściem w ciążę...
Wieczorem odwiedziliśmy rodziców mojego partnera - jego mama strasznie się ucieszyła, babcia była zupełnie zaskoczona, a tata zapytał tylko kiedy planujemy ( o zgrozo!) ślub .
Sami już nie wiemy co mamy odpowiadać. Nie chcemy ślubu kościelnego, ale rodzinie trudno jest to przyjąć do wiadomości.
Potem pojechaliśmy powiedzieć o wszystkim mojemu ojcu (bratu dałam znać już tego samego dnia rano, że dziś idę potwierdzić wynik testu ciążowego u lekarza) , gratulował, cieszył się ogromnie i nawet mnie przytulił - pierwszy raz od dobrych kilku lat. Pamiętam kiedy ostatni raz mnie przytulał, ale to nie jest chwila by o tym mówić...
Gdy ojcu zszedł uśmiech z twarzy zapytał... i co dalej... zaczęłam płakać... i nie skończyłam aż do chwili wejścia do swojego auta . Trauma.
Kolejna wizyta - u dziadków. Oni ucieszyli się najserdeczniej. Babcia: "no w końcu! toć to już dziecko jest czas! no to ja się bardzo cieszę! no ale kto wam będzie tego małego pilnował?" :D
dziadek:" mamie postawią piwo i będzie pilnować... :D" - mój szczery dziadziuś :D
poprzedni post