37. tydzień trwa. A ja ciągle niespakowana. Po kilku nocach z rzędu, kiedy śniło mi się, że powinnam wreszcie wyprać dziecięce ciuszki i inne bawełniane akcesoria uruchomiłam wreszcie pralkę. Odwlekam. Wciąż nie czuję się przygotowana. I nie wiem, czy na poród czy pojawienie się Małego. Z jednej strony nie mogę się doczekać, aż go zobaczę. Z drugiej - to niewiarygodne, niewyobrażalne, że się wreszcie wydarzy.
Ostatnio dużo myślę o tym, co zrobię, kiedy jego już nie będzie w brzuszku. Na razie jest tak blisko, bezpieczny, zawsze ze mną, wciąż go czuję. Nie wyobrażam sobie zwiększenia tego dystansu chociażby do metra. Planujemy od początku kłaść Malucha w łóżeczku w jego pokoiku. Coraz mniej wierzę, że będę w stanie.
poprzedni post