Juppiiii! Udało się zrobić badania. W efekcie w prywatnej klinice, gdzie laboratorium otwarte jest dłużej niż godzinę i o dziwo ceny nie są wyższe. Ech, za składkę, która jest odprowadzana od mjej pensji tytułem ubezpieczenia zdrowotnego miałabym piękny abonament w prywatnej klinice. Podwójna oszczędność - mogłabym korzystać ze służby zdrowia w ramach ubezpieczenia i nie wydawać już na prywatne wizyty. Chyba tego nie zroumiem.
Kontynuując wątek medycznej strony ciąży - wraz z Panią Marią z mojej szkoły rodzenia zwiedzamy ostatnio porodówki. Dwie juz byly, trzecia przed nami. Nie jestem jeszcze pewna, ale chyba pomaga to oswoić lęk przed tym, co i tak nieuniknione. Nie żeby nie było się czego bać, a wizyty w polskich szpitalach kończyły się optymistycznym przekonaniem, że nic złego mnie nie czeka! Och nie. Ale chyba lepiej wiedzieć, że mąż na sali jednak jest konieczny, bo położna może być jedna na 3 rodzące. Albo że w przypadku wyjątkowego pecha, kiedy rodzących będzie więcej niż sal porodowych - cytuję - "są jeszcze w tym szpitalu inne zaciszne kąty" lub "ta rodząca, która jest we wcześniejszej fazie jest odsyłana do innej sali, żeby udostępnić salę porodową". Dobrze też wiedzieć, w którym szpitalu pozwalają kobiecie rodzić tak, jak się jej podoba, a w którym każą walczyć z prawem grawitacji twierdząc, że leżąc na plecach z nogami wysoko rodzi się wygodnie! No i również korzystna jest świadomość, że znieczulenie - oczywiście jest również gwarantowane przez ubiezpieczenie - jednak czy Malec będzie chciał wyjść wtedy, kiedy akurat lekarz będzie miał dyżur i nie będzie potrzebny w innym miejscu.
Jaki stąd wniosek? Żaden. Trzeba ćwiczyć, dowiedzieć się co pomoże, kiedy nadejdzie godzina 0. I mieć nadzieję, że ta cała wiedza okaże się choć trochę przydatna w stanie, który dość trudno przewidzieć. Ba! nie sposób! Albo zwyczajnie czuć się lepiej, spokojniej, bezpieczniej teraz, kiedy zostało jeszcze trochę czasu i mieć świadomość, że o godzinie 0 i tak wszystko potoczy się według nieznanego scenariusza.
poprzedni post
Wiedziałyście, że do tej paskudnej glukozy można sobie wcisnąć cytrynę i nie ma to absolutnie wpływu na wynik!? To tak na przyszłość - mądrości z dzisiejszych zajęć szkoły rodzenia.
szczepania