Jeden z tych dni, kiedy ciężko wstać z łóżka. Zachmurzone niebo, brak celu. Jeszcze na chwilę do łóżka po zamknięciu drzwi za wychodzącym do pracy mężem i budzę się dwie godziny później. Niebo się przejaśniło, widać wychodzące zza chmur słońce. Ciągle mi się nie chce. Nie mam powodu żeby wstać.
Zwlekam się jednak, cała nadzieja w porannym zestawie ćwiczeń - może pomogą mi się rozruszać. Napędu starcza na kąpiel i zjedzenie śniadania. I tak mija dzień - na siedzeniu przed komputerem i rozpaczliwym poszukiwaniu zajęcia, które nadałoby, choćby sztucznie, sens temu dniu. Czegoś, co będę mogła odhaczyć na liście jako zrobione, kładąc się spać.
Tak powstał pomysł na zrobienie pierogów na obiad. Pierogi ze szpinakiem i serem. Najbardziej ambitne zadanie dzisiejszego dnia. Żałość mnie ogarnia.
Jeden z tych dni, kiedy tęsknię za pracą, za realnym powodem skoku adrenaliny w organizmie, szansą na powiedzenie sobie: "dobra robota" na innej podstawie niż blady kucharski wyczyn.
A M. mówi - wszystko dla maluszka - odpoczywasz. Mam nadzieję, że Dzidziuś nie czuje mojej frustracji.
poprzedni post