Pokonany kolejny kryzys w drodze do bycia mamą. W sumie słowo pokonany sugeruje, że odniosłam jakiś sukces w walce z nim. A to nieprawda - generalnie po prostu kolejny kryzys za mną. Dzień płaczu z bliżej nieokreślonych przyczyn. Aktualnie nawet ciążko mi sobie przypomnieć z jakiego powodu wczoraj płakałam. Nawet kiedy pamiętam co sobie myślałam, nie widzę w tym powodów do takiej histerii. A histeria była na miarę czasów liceum, kiedy to hormony w dojrzewającym ciele dawały o sobie znać z niezwykłą siłą. Widocznie kobiety przechodzące poważne życiowe zmiany nawet biologicznie są uwarunkowane do reakcji nader emocjonalnych.
A dziś już dość stabilnie. Oczekiwana wizyta u doktora za nami. Maluszek wciąż dość niewielki, natomiast biorąc pod uwagę, że przed nim kolejny miesiąc rośnięcia, to szacowane wymiary całkiem zadowalające. Aktualnie Dzidź waży 2 kg. Znaczy że do porodu powinien zbliżać się do 3. Bardzo przyzwoicie, prawda? Bardzo, biorąc pod uwagę posturę mamusi. I główka jest na dole, mam nadzieję, że mały wiercipiętek już w tym położeniu zechce zostać tym razem.
Kochany jest.
A tęsknota za tym co było i nie wróci? Może to, że nie wróci nie znaczy, że warto tęsknić, że trzeba żałować. W końcu jesteśmy w drodze w nieznane. To na pewno będzie fascynująca podróż. Hasło na dziś - kompensacja.
poprzedni post