Odruch ssania wykształca się u dziecka w 11 tygodniu życia płodowego. Jego podstawowym przeznaczeniem jest przygotowanie żuchwy noworodka do spożywania pokarmu poprzez ssanie piersi matki. Karmienie piersią jest niezbędne dla rozwoju mięśni twarzy dziecka – podczas laktacji korzysta ono z aż 40 mięśni (podczas gdy ssanie smoczka czy butelki wymaga koordynacji zaledwie 4). Potrzeba ssania u niektórych maluchów jest jednak na tyle silna, że zwykłe karmienie jej nie zaspokaja. Rodzice są już zazwyczaj na to przygotowani – zakup smoczka jest jednym z wielu etapów sporządzania wyprawki. Często już w szpitalu położne podpowiadają, by zapoznać dziecko ze smokiem – dla jego dobra i spokoju rodziców. Tym sposobem maluch przywiązuje się do smoczka i rzadko kiedy pozwala go sobie odebrać bez walki. Potrzeba ssania maleje lub całkiem wygasa po szóstym miesiącu życia. Niektórzy lekarze uważają, że późniejszy odruch jest już raczej przyzwyczajeniem niż realną potrzebą. Coraz więcej współczesnych rodziców jeszcze przed narodzinami dziecka podejmuje świadomą decyzję, aby w ogóle malca nie uczyć ssania smoczka. I wielu z nich z próby tej wychodzi zwycięską ręką, a ich maluchy od samego początku świetnie radzą sobie bez silikonowego przyjaciela. Są jednak dzieci, które mają tak silną potrzebę ssania, że jeśli nawet podejmie się decyzję o niepodawaniu smoczka, szybką znajdą jego zamiennik – własny palec.
Niektóre dzieci traktują smoki jedynie jako zabawki, inne zasypiają z nimi w ustach, by po kilkunastu minutach je wypluć i przespać spokojnie noc. Niestety, maluchy te należą do rzadkości. Znacznie częściej smoczki traktowane są przez dzieci jako przyjaciele, z którymi potrzebują stałego kontaktu. Jednak nie dziwi fakt, że także rodzice zaczynają widzieć w tej zabawce to, co najcenniejsze – spokój. Skorzystanie ze smoczka jest z jedną z najprostszych i najskuteczniejszych metod uciszenia płaczącego czy rozkrzyczanego dziecka. I choć jedni uważają, że smoczek jest utrapieniem i wcale nie jest potrzebny dziecku, które przecież nie ma na początku pojęcia o jego istnieniu, to nie można nie docenić płynących z jego zakupu dobrodziejstw.
Co prawda producenci smoczków z pewnością nie muszą martwić się o spadek popytu na ich produkt, jednak coraz więcej rodziców próbuje dziś zrezygnować lub przynajmniej ograniczyć używanie smoczka u swoich dzieci. Dzieje się tak m.in. dlatego, że najnowsze badania logopedów za jedną z przyczyn wad zgryzu i wymowy u kilkuletnich dzieci uznają właśnie długotrwałe ssanie smoczka. Nie jest to jedyny minus silikonowych zabawek. Za najczęstsze wady stosowania smoczków uważa się:
Mimo że smoczek, nazywany pieszczotliwie „nunusiem” bądź „dudusiem”, jest czasem jedynym ratunkiem dla rodziców, nie mogących w żaden sposób uciszyć dziecka, to dla wielu bywa też utrapieniem. Wiąże się to z trudnością w odzwyczajeniu malucha od ssania smoka. Najlepszym czasem na rozstanie ze smoczkiem jest 8-10 miesiąc życia – wówczas zanika odruch ssania, a dziecko zaczyna ząbkować. Istnieje zagrożenie, że przednie zęby będą rosły w nieprawidłowy sposób, dlatego warto zadbać, by smoczek nie powodował dodatkowych trudności w wyżynaniu się ząbków. Jeżeli jednak maluch jest oporny i wszelkie próby odebrania zabawki kończą się histerią, można spróbować ponownie za kilka miesięcy, około drugich urodzin dziecka. Maluch jest wtedy żywo zainteresowany światem, łatwo odwrócić jego uwagę, a smoczek nie jest już dla niego nowością.
Paula do pomocy w odsmoczeniu swojej córki, Mai, wezwała smoczkową wróżkę: Do córki przyleciała smoczkowa wróżka. Maya wyrzuciła smoczka za okno, a w zamian dostała lody oraz nowe łóżko – takie, w którym śpią duże dzieci. Była zachwycona, że ma takie łóżko, jak mama i tata. O smoczku zapomniała bardzo szybko. Jednak każde dziecko wymaga indywidualnego podejścia, warto więc mieć w zanadrzu kilka sposobów na pożegnanie się z silikonowym przyjacielem:
Dzieci, które nie lubią smoczków, nie wkładają paluszków do buzi i nie potrzebuję wciąż być przy matczynej piersi należą, niestety, do rzadkości. Zwykle bywa tak, że bezsmoczkowe dziecko (któremu ssanie smoczka nie sprawia frajdy) szybko znajdują sobie na pocieszenie coś innego – na przykład własny palec. Nie prowadzi to do niczego dobrego. Ssanie palca tylko pozornie ma swoje plusy. Wprawdzie jest zawsze „pod ręką” i dziecko może samo z niego skorzystać, ale te zalety są jednocześnie wadami. O ile smoczek można po prostu wyjąć z buzi dziecka, to kciuk będzie w pogotowiu nawet, gdy odejdziemy od łóżeczka. Intensywne ssanie kciuka może też spowodować wypychanie przednich zębów i deformację szczęki.
Zerwać ze ssaniem kciuka, bo zwykle ten palec jest najchętniej faworyzowany przez dzieci, jest o wiele trudniej niż w przypadku smoczka. Dobrze jest w porę zainterweniować, bo zaniedbany nawyk może przerodzić się w długotrwały nałóg, który nie zawsze znika samoczynnie.
Mój brat ssał kciuka do 5. roku życia. Wyciągał palec z buzi rano przed budynkiem przedszkola i wracając wkładał go do buzi ponownie. Nie było na niego sposobu. Rodzice sprowadzali nawet jakieś środki z Niemiec do smarowania, ale zlizywał to i dalej ssał kciuka. W efekcie miał palec o połowę chudszy od pozostałych. Ale później na szczęście się wyrównało i żadnych innych, ujemnych konsekwencji tego ssania palca nie było – wspomina Edyta. Niestety, takie historie nie należą do rzadkości. Dobrze jest więc jak najwcześniej podjąć odpowiednie kroki:
I, co najważniejsze, należy pamiętać, że odruch ssania jest naturalną potrzebą dziecka i że wymaga ono w okresie rozstania się ze smoczkiem czy kciukiem wsparcia i cierpliwości rodziców.
Serwis Ciążowy.pl ma z założenia charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Zamieszczone tu materiały w żadnej mierze nie zastępują profesjonalnej porady medycznej. Przed zastosowaniem się do treści medycznych znajdujących się w naszym serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.