Felietony

 
magdalena.moskal

Magdalena Moskal

redaktorka i nauczycielka akademicka

Redaktorka i nauczycielka akademicka. Od 2003 roku pracowała w redakcji faktu wydawnictwa Znak, teraz współpracuje z W.A.B. Prowadzi na UJ zajęcia z edy­to­rami o rynku wydawniczym w Polsce. Mama małego alergika, pisząca na blogu Nie lekceważ gospodyni domowej http://notatkimlodejmatki.blox.pl/, który wkrótce ukaże się drukiem.

 

Poduszka z dziurką

2011-09-08

Pierwszy, trudny rok po urodzeniu pierwszego dziecka tak przesłonił mi sam poród i połóg, że zwykłam powtarzać: - Poród to przy chowaniu tzw. dziecka z problemami to kaszka z mleczkiem. No bo czym jest dwanaście godzin pracy (nawiązuję tu do ładnego angielskiego słowa labour, określającego na akcję porodową) wobec dwunastu miesięcy nieprzespanych nocy, strachu o zdrowie dziecka, alergii, anemii, bolesnego ząbkowania, przepukliny i Bóg wie czego jeszcze? (Celowo nie piszę tutaj o miłości do dziecka, poczuciu dumy i świadomości, że za mną ostatni wielki krok w dorosłość - macierzyństwo). Z połogu dziś zostały mi mgliste wspomnienia: przerażenie wielką zmianą, łzy tuż pod gardłem, nauka karmienia, ważenie po każdym posiłku... i poduszka z dziurką.

Poród miałam przedwczesny, więc nawet nie zdążyłam się zdenerwować. Na salę porodową poszłam, jak powiedziała pani doktor, „w sukieneczce, z torebeczką", bo myślałam, że do szpitala jadę tylko na kontrolne ktg. Akcja postępowała dość szybko, miałam opłaconą położną, która się zajmowała tylko mną, w odpowiednim momencie dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe - więc ból dotarł do mnie dopiero po fakcie, gdy przestały działać środki przeciwbólowe (bo nikt mi nie powiedział, że razem ze znieczuleniem dostaje się oksytocynę, która przyspiesza poród i wzmacnia skurcze). I na pożegnanie z porodówką mąż kupił mi w przyszpitalnym sklepiku styropianową poduszkę z dziurką, żebym mogła usiąść w domu na krześle i fotelu do karmienia. Po dwóch tygodniach wyrzuciłam ją ze wstrętem, nie mogłam na nią patrzeć, kojarzyła mi się z bólem i jakąś taką, bo ja wiem? dramatyczną inicjacją w macierzyństwo, w pełną kobiecość...

Czy można było ten poród przeżyć jeszcze lepiej? Przecież wydawało mi się, że o wszystko zadbałam: położna miała mną pokierować, znieczulenie - osłonić przed nieznośnym bólem... A czy jeśli bierze się znieczulenie, można jeszcze mówić: urodziłam siłami natury?

Teraz, gdy zbliżam się powoli do drugiego porodu, nie mogę nie udawać, że będę jechać do szpitala bez stresu i bez lęku. I choć wszyscy mówią, że każdy kolejny jest łatwiejszy, ta poduszka z dziurką jest dla mnie znakiem, że poród to jednak nie jest kaszka z mleczkiem, tylko graniczne doświadczenie - wydawania życia. W uszach dźwięczą mi też słowa doświadczonej lekarki, że położnictwo to niewdzięczna specjalizacja, bo wydaje się mało skomplikowana wobec kardiochirurgii czy onkologii, a na sali porodowej zdarza się tyle nieprzewidzianych, zagrażających życiu rzeczy, że trudno to sobie wyobrazić laikowi. Sam fakt, że od momentu rozpoczęcia porodu nie można sprawdzać na bieżąco wszystkich jego parametrów czy po prostu podpiąć dziecka do aparatury monitorującej i ratującej życie, daje do myślenia. Jak pępowina niebezpiecznie okręcona wokół szyi - nie zobaczysz tego na usg czy na ktg.

Więc trzymajcie za mnie, za nas, kciuki. Odezwę się po porodzie.

« powrót do listy felietonów tego autora

Wasze komentarze:

Brak komentarzy.

Przydatne placówki

Urlop ojcowski
Staraniowy
Nasi Partnerzy: Międzynarodowa Fundacja na Rzecz Rozwoju Nauki i Promocji Zdrowia Przejdź na stronę IQON
Podmiot odpowiedzialny: International Science and Health Foundation, ul. Kunickiego 10, 30-134 Kraków, tel.: (12) 633 80 57, fax.: (12) 633 80 55